STILUS FRACTUS

Zwierzęta nocy (Nocturnal Animals)

Byłem wczoraj na przedpremierowym pokazie „Zwierząt nocy” (Nocturnal Animals) Toma Forda, jego drugiego filmu. „Samotny mężczyzna” to jeden z tych, które widziałem w kinie trzy razy, a do których nie wracam w domu, chyba numer jeden na mojej liście. W tym roku trzykrotnie byłem tylko na „Neon Demon” Refna. Wczoraj cały czas miałem wrażenie, że oglądam jak gdyby ułożone naprzemiennie sceny z tamtych dwóch.

Fabuła składa się z trzech głównych wątków: współczesnego, w którym Susan (Amy Adams) czyta powieść swojego byłego męża Edwarda (Jake Gyllenhaal), zatytułowaną właśnie „Nocturnal Animals”, retrospekcji z czasów ich małżeństwa i powieściowego, w którym główny bohater przybiera postać eksa.

Pierwszy wątek jest niezwykle nastrojowy, zdecydowanie w stylu pierwszego filmu Forda, tyle że bardzo wyciszony, skupiony, wolny od tych wszystkich niesamowitych zabaw z kolorem, nawet muzyka (tego samego Abla Korzeniowskiego) jest w nim wyjątkowo wycofana. Ostatni jest mroczny, brutalny, nawet nie fizycznie, ale psychicznie, niesamowicie intensywny emocjonalnie, a zarazem powolny i surowy – od razu nasuwa skojarzenia z ostatnim Refnem.

Zwierzęta nocy - Nocturnal Animals - recenzja filmu

Całość jednak ogląda się zupełnie inaczej niż tamte. Na przykład niby Ford ponownie epatuje obrazem (trochę mniej dźwiękiem), ale nie miałem wrażenia, że to nieusuwalny fundament. Z kolei Refn nie miał w sobie tego całego, nazwijmy to tak, liryzmu. Także wielopoziomowa fabuła jest bardziej skomplikowana niż w tamtych dwóch razem wziętych. Szczerze mówiąc, trochę się w niej pogubiłem i nie od razu dostrzegłem intencje Edwarda.

Wybieram się ponownie, choć nie jestem pewien, czy będę chciał więcej. W każdym razie to pod każdym względem nadzwyczajne osiągnięcie, rzadkie połączenie rasowego thrillera z dramatem psychologicznym i wizualną poezją. Może nie do oglądania raz po raz dla samego oglądania, jak „Samotny mężczyzna”, ale to już bardziej taki urok gatunku niż zarzut. Zresztą kto wie. Na „Wielkie piękno” poszedłem ponownie głównie dlatego, że za pierwszym razem ktoś mi przeszkadzał w oglądaniu i nie chciałem źle ocenić filmu, a też skończyło się na trzech seansach i wciąż było mi mało. Stety niestety, do niektórych filmów po prostu potrzebuję kina i to chyba będzie jeden z nich.

WYBRANE WPISY
Tagged in:, ,