STILUS FRACTUS

Pośladki George’a Clooneya

Nagość w teatrze i kinie sama w sobie zupełnie mi nie przeszkadza, jednak próby przyciągania w ten sposób widowni i szokowania tylko po to, by szokować, budzą we mnie w najlepszym razie politowanie.

Jeśli na przykład scena gwałtu w zamyśle autora sztuki lub opery miała szokować, to wiadomo, że dla współczesnego widza trzeba ją odegrać możliwie realistycznie, takie czasy. Świetnie robi to Calixto Bieito. Z drugiej strony ten sam reżyser epatuje nagością wykonawców tam, gdzie wydaje się to kompletnie nieuzasadnione, najwyraźniej właśnie po to, żeby po prostu szokować. Żeby pisali? Żeby przychodzili?

Po co głośna scena typu frontal nude w filmie Flight z Denzelem Washingtonem oraz tysiące podobnych i też zupełnie niepotrzebnych scen wychodzenia spod prysznica, które chwilę potem ustępowały nagle i bez żadnego związku innym, na przykład w wyjątkowo pretensjonalnych Drogach do Bacha? Tak, to film o muzyce Bacha. Pani muzyk wstaje rano i czeka ją koncert albo próba.

Nagość bez jakichkolwiek zahamowań spełniała funkcję artystyczną w 9 Songs, filmie o miłości (przyznaję, nie od razu go doceniłem), pewnie to samo będę mógł powiedzieć lada dzień o Love Gaspara Noé. Zwykle jednak nie spełnia żadnej poza łechtaniem seksualnych frustratów. Cycki były wręcz nieodzowne w Seksmisji, nawet jeśli robiły także za wabik dla wyposzczonych peerelowskich mas pracujących. Żałosne natomiast były próby reklamowania Solaris pośladkami George’a Clooneya, choć gdyby nie to, pewnie nawet nie zwróciłbym na nie uwagi. Zresztą wolę oglądać jego tyłek od facetów budzących się w gaciach po upojnej nocy i prześcieradła w kształcie litery L.

WYBRANE WPISY
Tagged in:, ,