STILUS FRACTUS

Jak wybieram filmy do obejrzenia

Wybieranie filmów do obejrzenia w sytuacji, gdy premier kinowych w Polsce w ciągu roku mamy około 300, nie jest proste. Mnie jest o tyle łatwiej, że w kinie jestem średnio sto razy w roku, więc omija mnie niewiele naprawdę wartych obejrzenia produkcji z podstawowego repertuaru (z drugiej strony Polskę omija naprawdę wiele znakomitych dzieł). A i tak co piątek wybór zajmuje mi nawet kilkadziesiąt minut.

Przed seansem nie oglądam zwiastunów – nigdy, nie czytam też podsumowań fabuły z wyjątkiem pierwszego zdania albo dwóch. Dzięki temu nie wiedziałem na przykład, o co chodzi w Na skraju jutra, gdy bohater po raz pierwszy się „obudził” – już samo to było fascynujące. Nie wiedziałem nawet, do jakiego gatunku oficjalnie należy Cloverfield Lane 10, a do tego nie skojarzyłem go z „duchowym poprzednikiem”, więc już w ogóle bomba. Zasadniczo nie czytam również recenzji przed seansem, czasem tylko wstępy i ostatnie zdania. Nie dość, że krytycy zdradzają zbyt wiele, to jeszcze nie oglądają filmów jak przeciętny widz, a jakby tego było mało, robią notatki. To już w ogóle potrafi zaszkodzić nawet najbardziej wciągającej fabule i popsuć zaledwie całkiem wciągającą.

Najpierw sprawdzam repertuar czterech kin: jednego studyjnego, które gra nowości, jednego studyjnego, które wyświetla filmy w jakiś czas po premierze, i dwóch multipleksów. Następnie wyszukuję tytuły w Wikipedii i przechodzę do sekcji Critical Response, w której zazwyczaj ograniczam się do pierwszego zdania, tego podsumowującego. Jeśli widzę, że film „wzbudził powszechny entuzjazm krytyków” lub „zasadniczo miał pozytywne recenzje”, trafia na listę do obejrzenia w kinie. Jeśli widzę, że reakcje krytyków były „mieszane” lub „generalnie niekorzystne”, przewijam stronę do końca i klikam odnośnik do strony filmu na IMDB.com. Wszystko, co mimo niekorzystnych recenzji uzyskało tam oceny widzów w okolicy co najmniej 7,0, też trafia na listę, o ile tylko gatunek mi odpowiada. Z miejsca dyskwalifikuję (dodam: niejako z konieczności, tyle tego jest) dopiero filmy „zjechane przez krytykę” i zarazem źle oceniane przez widzów (z oceną poniżej 6.0 na IMDB.com). Z braku lepszych opcji jestem gotów wybrać się na film, który miał „negatywne recenzje” i jest oceniany na IMDB.com na 6,0–7,0. Zdarza się, że w jednym tygodniu jest kilka wartościowych premier, a w innym – żadnej, więc pozostaje albo nadrabianie zaległości, albo takie arcydzieła światowej kinematografii jak Londyn w ogniu (skądinąd nie taki znowu zły). A jeśli brakuje mocy przerobowych, bo dobrze ocenianych nowości jest po prostu zbyt wiele, dopiero wtedy staram się selekcjonować je na podstawie zarysu fabuły.

Dotąd to podejście sprawdza się znakomicie i takie zestawienia jak podsumowanie 2015 roku w polskich kinach, jakkolwiek bardzo subiektywne, chyba wychodzą mi całkiem kompletne, a przy tym praktycznie unikam rozczarowań.

WYBRANE WPISY
Tagged in:,