STILUS FRACTUS

Wielozadaniowość to ułuda

Wyjąwszy komputery i może nielicznych geniuszy nikt nie jest zdolny do prawdziwej wielozadaniowości, choć wielu się wydaje, że jest inaczej. Prawie zawsze im więcej bodźców, tym gorsza jakość pracy.

Podobno bałagan na biurku sprzyja kreatywności. Czy jednak może nie zaszkodzić komuś, kogo zadaniem jest nie wymyślać historie albo zapisywać luźne myśli na blogu, ale przedstawiać kwestie techniczne lub przelewać na papier skomplikowane wywody? Doświadczenie podpowiada mi, że jakość prawie zawsze cierpi przez nadmiar bodźców. Muzyka w uszach, grający obok telewizor, komunikatory internetowe – jeśli nie jesteś jednym ze wspomnianych geniuszy, wszystko to w pracy wymagającej skupienia i umysłowego rygoru może ci jedynie zaszkodzić. Jeżeli nim jesteś, pewnie wymieniają cię wśród kandydatów do Nobla albo niedługo zaczną, tyle że wtedy raczej nie traciłbyś czasu na czytanie moich wypocin.

Owszem, w ten sposób możesz pracować nad obrazem, nawet nad liczbami, bo to kwestia zero-jedynkowa: o ile nie popełniasz błędów, nie ma problemu. Ale nie zdziw się, jeśli twój tekst – gdy kiedyś zapragniesz zostać autorem – ktoś będzie musiał pisać praktycznie od nowa albo skróci go nawet o kilkadziesiąt procent wyłącznie ze względu na brak logicznej i językowej dyscypliny.

Między innymi z tego powodu wywaliłem swego czasu na zbity ryj komunikatory internetowe i odtąd siedzę wyłącznie na mejlu, do którego staram się zaglądać co pewien czas: moi rozmówcy nie umieli sformułować krótkiej wypowiedzi w jednej wiadomości. Ile razy w ciągu kilkunastu, kilkudziesięciu sekund można przerywać jakąś czynność, żeby przeczytać jedno zdanie, za każdym razem sądząc, że to już ostatni? Ile razy można słyszeć ten sam dźwięk, oglądać kątem oka tę samą animację? Naprawdę trzeba dzielić każde zdanie na kilka wiadomości, z których część zawiera wyłącznie śmieci?

Tak, zrobie to

Jutro

To znaczy jeslo Jolka nie przyjdzie

😉

 *jesli

😉

Wcześniej czy później to wychodzi.

WYBRANE WPISY