STILUS FRACTUS

Jak stworzyłem tanie stanowisko do obróbki zdjęć

Każdy na swoim ekranie widzi inne kolory, ale to paradoksalnie argument za tym, by tworząc stanowisko do obróbki zdjęć, trzymać się standardów. Od niedawna można to zrobić znacznie taniej niż wcześniej, przynajmniej wtedy, gdy obraz ma być wyświetlany wyłącznie w internecie, a więc w postaci plików w formacie JPEG, w których kolor w poszczególnych kanałach: czerwonym, zielonym i niebieskim, jest kodowany z użyciem słów zaledwie 8-bitowych.

Ostatnio budowałem stanowisko komputerowe (komputer, monitor, oświetlenie, biurko) z myślą między innymi o niekrytycznych zastosowaniach foto. Budżet był mocno ograniczony, więc trzeba było skorzystać ze wspomnianej okazji i trochę pokombinować.

Nie jestem ekspertem ani od koloru, ani od grafiki. Nie kalibruję swoich monitorów – po prostu zlecam to fachowcom i proszę ich o porady. Oto jak to wyglądało.

BIAŁY TO NIE BIAŁY, A CZERWONY TO NIE CZERWONY

Światło słoneczne nie ma jednej temperatury: w południe jest zimne, nawet gdy się takie – przez brak punktu odniesienia – nie wydaje, a przed zachodem ciepłe. W cieniu jest chłodniejsze niż w pełnym słońcu. Stały jest tylko współczynnik odwzorowania barw, który niezależnie od temperatury wynosi 100%. Oczywiście, barwy w świetle słonecznym zmieniają się z każdą godziną, z każdą chmurką i każdym przejściem do cienia. Tak samo biel kartki wyświetlanej w edytorze tekstu może być zarówno ciepła, jak i zimna, niebieskawa.

W różnych zastosowaniach związanych z przetwarzaniem koloru stosuje się różną temperaturę bieli. Na przykład standard stron WWW przewiduje temperaturę 6500 K.

Różne modele i egzemplarze wyświetlaczy w monitorach, laptopach i tak dalej w fabrycznej konfiguracji mają ustawioną różną temperaturę bieli. Czasem jest to kwestia strategii marki (na przykład niektórzy producenci laptopów wyraźnie lubią niebieską poświatę), ale najczęściej wynika to po prostu z rozrzutu jakościowego. Przy tym wartość tego parametru zmienia się w czasie, a do tego im tańszy sprzęt, tym większa szansa, że temperatura bieli i jasność będą się istotnie zmieniać także w obrębie ekranu.

To samo dotyczy odwzorowania kolorów jako takiego. Poszczególne modele różnią się pod tym względem od siebie, różnią się też poszczególne egzemplarze, poszczególne serie, różnice występują także w zależności od miejsca na ekranie i liczby przepracowanych godzin.

Często wręcz na ekranie pojawia się wyraźny zafarb.

Postrzeganie wyświetlanych barw zmienia się też w zależności od temperatury światła w otoczeniu, jakości tego światła i koloru ścian. Podobno nawet praca przed więcej niż jednym monitorem niekorzystnie wpływa na percepcję, jeśli poszczególne wyświetlacze różnią się choćby jaskrawością.

LINEARYZACJA TO NIE KALIBRACJA, A JEŚLI KALIBRACJA, TO TYLKO SPRZĘTOWA

W domu mam między innymi 24-calowego della U2415 za mniej więcej 1200 zł. Producent zachwala w nim fabryczną „kalibrację”, dzięki której średnia wartość błędu Delta E nie przekracza 3. W zestawie był nawet dołączony profil z wynikami pomiaru.

Po pierwsze, Delta E = 3 to nie tak znowu mało. Po drugie, to właśnie średnia. Po trzecie, pomiar jest wykonywany na środku ekranu, a w tej cenie możesz oczekiwać, że kilka centymetrów dalej ekran będzie na przykład zielonkawy albo czerwonawy. Po czwarte, linearyzacja to nie kalibracja, bo tę drugą przeprowadza się pod kątem zastosowań, oświetlenia, a nawet konkretnego użytkownika. Po piąte, tego czegoś nie da się skalibrować sprzętowo po zakupie, a przydałoby się to tym bardziej, im dłużej sprzęt pracuje.

To, że użyjesz „sprzętu”, czyli kalibratora, nie czyni kalibracji sprzętową.

Powiedzmy, że karta grafiki przeznacza 8 bitów na kanał (czerwony, zielony, niebieski). Jeśli nie wiesz, czy twoja tak robi, to znaczy, że prawie na pewno robi właśnie tak. Załóżmy też, że twój monitor ma 8-bitową tablicę kolorów. Jeśli nie wiesz, czy ma właśnie taką, to znaczy, że prawie na pewno ma właśnie taką. Teoretycznie piksel o kolorze 25, 67, 214 wygenerowany przez kartę grafiki powinien zostać wyświetlony przez monitor jako piksel o kolorze 25, 67, 214. Jednak elektronika monitora swoje, a matryca LCD swoje, wiadomo, więc warto by za pomocą czujnika skorygować przyporządkowanie wartości podawanych przez kartę i wyświetlanych przez matrycę.

Tyle że oba zbiory wartości są tak samo obszerne. Żeby więc zlikwidować największe odchyłki od standardu, trzeba gdzieś zabrać.

Monitory profesjonalne mają obszerniejsze tablice kolorów (LUT – look-up table), a do tego pozwalają sprzętowo nimi manipulować. (To, że LUT jest na przykład 14-bitowa, jeszcze nie oznacza, że monitor umożliwia sprzętową kalibrację). W ogóle mają nieporównanie bardziej złożoną elektronikę sterującą. A przede wszystkim stosowane w nich matryce przechodzą ostrzejszą selekcję, i to zarówno przed zamontowaniem w monitorze, jak i przed opuszczeniem przez monitor taśmy montażowej.

NEC MULTISYNC EA245WMI I EA275WMI – HIT OSTATNICH MIESIĘCY

Budżet w okolicach 2–3 tysięcy pozwala kupić co najwyżej 24–27-calowy monitor biurowy. Na przykład NEC MultiSync EA245WMi albo EA275WMi. Tylko że w tych modelach producent zastosował elektronikę z profesjonalnej serii P/PA. Podobno długo nie było o tym powszechnie wiadomo. Niedawno jednak na polskim forum mva.pl powstał pomysł, żeby stworzyć program, który pozwoli wykorzystać pełnię możliwości co lepszych egzemplarzy tego modelu. (Podobno rozrzut jakościowy wciąż jest spory). Oczywiście za zgodą producenta, który zresztą zarządza licencjami na oprogramowanie niezbędne do sprzętowej kalibracji tych urządzeń. I producent się zgodził.

Tak powstała seria ColorTuned. Monitory objęte programem (droższe od podstawowego modelu) mogą przygotowywać wybrane polskie firmy. Oto co pisze na forum mva.pl Tomasz Jurgielewicz z Mastiff.pl, notabene administrator tego forum, który od lat niestrudzenie popularyzuje wiedzę o zarządzaniu obrazem:

Firmuje to NEC DS Polska. My tylko odwalamy czarną robotę. Różnica ceny zawiera:

– indywidualną stabilizację (tylko u mnie) i linearyzację;

– gwarancję rozszerzoną do 5 lat;

– licencję na oprogramowanie NEC SpectraView II.

– kilka–kilkanaście scenariuszy kalibracyjnych (tylko u mnie);

– certyfikat z pomiarami;

– wzornik stanowiący punkt odniesienia;

– specjalne oznaczenia ColorTuned na pudle i monitorze.

 Z wątku na forum mva.pl.

Nie mogłem znaleźć certyfikatu kalibracji, żeby porządnie go sfotografować, więc musiałem użyć zdjęcia, które jakiś czas temu wrzuciłem na Insta. Najważniejsze jednak widać.

JAK TO WYGLĄDAŁO

Ja wybrałem pełną opcję, czyli kupiłem w Mastiff.pl monitor (NEC MultiSync EA245WMi) wraz z usługą selekcji i kalibracji (po wielodniowym wygrzewaniu, czyli stabilizacji). Pan Jurgielewicz tak opisuje poszczególne opcje:

Usługa kalibracji. Po zleceniu takiej usługi monitor jest stabilizowany i sprawdzany, acz zgrubnie. Chodzi tylko o uniknięcie sytuacji, kiedy monitor ma poważną niedoskonałość, choć mieszczącą się w normach gwarancyjnych. Nie trzeba być specjalnie przewidującym, aby wiedzieć, że po odbiorze takiego monitora za 30 sekund będzie telefon z reklamacją.

Usługa ColorTuned. Po zamówieniu monitora objętego tym programem sprzęt jest stabilizowany i sprawdzany podobnie do poprzedniej usługi. W tym wypadku jednak kontrola jest nieco bardziej rygorystyczna, wykluczająca wyraźnie widoczne defekty podświetlenia i wady pikseli. W odróżnieniu od pierwszego poziomu gwarancja braku takich wad obowiązuje również w pierwszym okresie po odbiorze.

Usługa selekcjonowania, płatna dodatkowo. W tym wypadku monitor jest dłużej stabilizowany i drobiazgowo badany. Wykluczane są wszelkie wady widoczne gołym okiem w normalnych warunkach oświetleniowych. Firma bierze na siebie ryzyko trafienia na nieidealny i wymieni monitor na inny selekcjonowany, również po odbiorze, jeśli po pewnym czasie ujawni się defekt, którego nie udało się sprowokować w czasie wygrzewania.

Z wątku na forum mva.pl.

Była kolejka, a firma jest mała i specjalistyczna, więc trochę to trwało.

Po paru tygodniach zostałem poproszony o dokładny opis zastosowań i pokoju wraz ze zdjęciem, a także wskazanie, gdzie chciałbym postawić sprzęt. Oczywiście, najlepiej byłoby zrobić to na miejscu i pewnie za jakiś czas, gdy będzie już wskazana rekalibracja, zapiszę się na jeden z wyjazdowych terminów.

Zdalnie ustawić sprzęt jest trudno, więc dość szczegółowo wypytuję o różne niuanse. Absolutnie nie ustawiam pod żadne „standardowe warunki”, bo takie po prostu nie istnieją. Robię dużo symulacji, wspomagam się oprogramowaniem inżynierskim do rozkładu oświetlenia, biorę poprawkę na specyfikę pomieszczenia, na zapas uwzględniam korektę modelu widzenia, wszak nie wiadomo, na kogo się trafi.

Z wątku na forum mva.pl.

Wkrótce potem na mejla przyszła instrukcja postępowania z dołączonym profilem kalibracji, zestawem docelowych ustawień do wgrania w samym monitorze („targetów”) i poradami co do oświetlenia. A chyba następnego dnia – sam monitor.

POZOSTAŁO SKONFIGUROWAĆ OŚWIETLENIE

Bo żeby poprawnie widzieć poprawnie wyświetlane barwy, trzeba uniknąć pułapek związanych z akomodacją i brakami w widmie. Ściany były już pomalowane na neutralny kolor (jasnoszary, na granicy białego), robione na zamówienie popielate biurko było już gotowe, musiałem jeszcze zadbać o odpowiednie oświetlenie ściany za monitorem. Użycie silnego centralnego źródła pod sufitem, zwłaszcza w tak małym pomieszczeniu, spowodowałoby problemy ze współczynnikiem kontrastu.

Jasność ściany za monitorem zbliżona do jasności ekranu, neutralny kolor ściany i padającego na nią światła, jakość tego światła oraz odpowiedni stosunek temperatury barwowej ściany i ekranu (ekran – 6500 K, otoczenie – 5000 K) są niezwykle ważne. Bez tego zdjęcia będą wychodziły zbyt ciemne albo zbyt jasne, przesycone lub niedosycone, a nawet z zafarbem.

Są dostępne specjalne konstrukcje do zamocowania na biurku za monitorem, ale takie rzeczy kosztują co najmniej 2 tysiące. Wybór zgodnie z poradą eksperta padł na dwie 6-watowe świetlówki LED firmy Yuji z popularnym gwintem E27, o współczynniku odwzorowania kolorów na poziomie Ra = 95 i temperaturze barwowej 5000 K (łączny koszt świetlówek: 200 złotych), zamontowane w dwóch białych lampkach biurkowych kupionych w Leroy Merlin (łączny koszt lampek: 60 złotych). Lampki ustawiłem tak, żeby zapewnić sobie równomierną łunę o kącie co najmniej 130 stopni i jasności (w obszarze kilkunastu centymetrów dookoła monitora) zbliżonej do ustawionego „targetu” (używam profilu: 70 nt, 6500 K). Inna w miarę tania opcja to dwa razy droższa mocniejsza, 10-watowa świetlówka, ale w obudowie typu podłużny plafon, do przymocowania za monitorem. Jeszcze inna to przeznaczona do zastosowań graficznych tradycyjna świetlówka jarzeniowa w odpowiedniej obudowie, którą też łatwo umieścić za monitorem.

Pan Jurgielewicz pisze o świetlówkach Yuji z gwintem E27 tak:

To unikatowa konstrukcja. „Zwykłe” LED-y mają tę wadę, że sama struktura diody jest pokryta luminoforami. Z uwagi na fakt, że dioda jest malutka, luminofory mają za małą emisję, nie można ich za dużo nałożyć, co się odbija na widmie, już nie  mówiąc o tym, że biodegradują się w oczach. W przypadku Yuji dioda ukryta jest pod kapturkiem wielkości naparstka, całym pokrytym luminoforami. Powierzchniowo jest to kilkaset razy więcej – czyli większa emisja przy znacznie mniejszej energii na jednostkę powierzchni. Do tego dobry zasilacz, dioda grzeje się umiarkowanie i nie pali sama z siebie.

 Z wątku na forum mva.pl.

Tanie amatorskie stanowisko do obróbki zdjęć
Tak to wygląda. Selekcjonowany i sprzętowo zlinearyzowany/skalibrowany NEC MultiSync EA245WMi w wersji ColorTuned, kalibracja (na zdjęciu) do jasności 70 nt i temperatury 6500 K, z tyłu dwie 6-watowe świetlówki LED Yuji o temperaturze 5000 K i współczynniku odwzorowania kolorów Ra = 95, popielate ściany i biurko

Pozostaje jeszcze zamontować nieprzepuszczalne rolety i takie same zasłony, tak żeby móc pracować nad zdjęciami również za dnia. Do tego lada dzień w salonie zamontuję sobie żaluzje, żebym nie musiał w swoim podstawowym monitorze ustawiać mimo zasłon 120–350 nt, co podobno wpływa na postrzeganie obrazu po zmianie stanowiska. Nie żebym nie lubił takiej jasności, chętnie bym ustawił nawet więcej, jednak przynajmniej w dni, kiedy będę planował edycję zdjęć, postaram się tego pilnować.

TO TANIO CZY DROGO?

Cały zestaw: 24-calowy monitor, jego przygotowanie (stabilizacja, selekcja, sprzętowa kalibracja), oświetlenie, kosztował około 3 tysięcy złotych. (Nie liczę kosztu poprawek po tych 6–12 miesiącach i ceny popielatego biurka na zamówienie). Ekran jest znacznie równomierniej podświetlony niż w moim fabrycznie „kalibrowanym” dellu, w przeciwieństwie do niego nie ma widocznego zafarbu, cienie w zbliżonych ustawieniach wyświetlacza i oświetlenia są wyraźnie lepiej zróżnicowane. Raport z kalibracji też robi wrażenie. Podobno jest to poziom ponaddwukrotnie droższych konstrukcji.

Oczywiście, obsługiwana przez monitor przestrzeń barwowa to tylko sRGB, która do poważniejszych zastosowań może nie wystarczyć. Ja jednak żadnych wystaw i w ogóle drukowania nie przewiduję. Tylko fotografia na prywatny blog i Google Photos oraz zdjęcia rzemiosła na Allegro.

W razie gdyby ktoś pytał: to nie jest artykuł sponsorowany i zapewne nikt z Mastiff.pl nigdy go nie przeczyta.

 

 

WYBRANE WPISY