STILUS FRACTUS

Sport i dziewczyna

Kilkanaście dni temu znany bloger Jason Hunt przypomniał swój wpis sprzed dwóch lat „Jesteś już brzydka, bo jeszcze nie ćwiczysz”. Oto kluczowy cytat:

Dawniej uważałem, że wysportowana sylwetka jest dodatkowym atutem. Gdy dziś przy obiedzie rozmawiałem z kumplami o tym, jakie kobiety lubimy, sport postawiłem na drugim miejscu. Na pierwszym pozostała uroda. Piersi spadły na trzecie. Koledzy mieli podobne poglądy. Chcemy wysportowanych kobiet i zgodnie przyznaliśmy, że teraz laska, która nie trenuje, jest dużo mniej atrakcyjna.

Ogólnie z kontekstu wynikało, że nie chodzi o samo uprawianie sportu, ale o wysportowaną sylwetkę, która staje się nieodzownym elementem dbałości o siebie. Nie klasycznie zgrabną – wysportowaną. Swoją drogą, jego i tak interesują tylko studentki, więc nie przejmujcie się, dziewczyny.

Mnie, odkąd pamiętam, kręcił widok biegających lasek, ale tak w ogóle to mam trochę inaczej.

Chyba od zawsze pociągały mnie panny szczupłe i zaokrąglone, bardzo wysokie i bardzo niskie, cytate i niecytate, malarki i spadochroniarki, czarne, rude i blondynki, i to we wszystkich kolorach Benettona. Ale faktycznie: wszystkie miały w sobie coś, co zwykle wiąże się z wysportowaniem. Część naturalnie, inne dzięki ćwiczeniom, niezależnie od tego, ile miały na sobie mięśni i tłuszczu. A na pewno łączyło je to, że gdy się witały, nie podawały ręki „na zdechłą rybę”. To raczej nie ma wiele wspólnego z treningiem, ale chyba wiecie, o co chodzi: o pewne wrażenie. W sposobie chodzenia, ogólnie w zachowaniu… Wrażenie ważniejsze od faktycznego wysportowania, z którym zresztą bardzo łatwo przesadzić. Kobieta to nie facet, sorry.

Jeśli chodzi o zdrowie, też łatwo przegiąć. Kilka lat temu czytałem rozmowę z jednym z czołowych polskich lekarzy sportowych. Powiedział, że właściwie jedynym sportem, jaki faktycznie nadaje się dla kobiet, jest pływanie synchroniczne. Pozostałe jego zdaniem wiążą się ze skutkami ubocznymi, które nam dają się we znaki o wiele mniej. To choćby pływanie – trzecie, jak stwierdził, na liście najczęstszych źródeł dolegliwości sportowych. Paradoksalnie – głównie przez niekorzystny wpływ na kręgosłup. Serio. Oczywiście, w tym przypadku mówimy o wyczynowej rywalizacji. Z drugiej strony ten sam lekarz ostrzegł, że nawet amatorskie bieganie może wywołać lub znacznie przyspieszyć – nie pamiętam na sto procent, co dokładnie mówił, a nie mogę tego znaleźć – problemy z nietrzymaniem moczu.

Może jednak nie biegajcie za wiele, co?

WYBRANE WPISY