STILUS FRACTUS

Słuchawki czy kolumny

Przez wiele lat korzystałem wyłącznie ze słuchawek, ale gdy raz usłyszałem porządny sprzęt w zaadaptowanym akustycznie pomieszczeniu, już nie było odwrotu.

Słuchawki to dźwięk mniej lub bardziej skupiony w głowie, to nieprzyjemne nagrzewanie się uszu, to większe ryzyko uszkodzeń słuchu. Zaletą jest uniezależnienie od ustawienia przetworników i akustyki pomieszczenia. Odpowiedź typowego niezaadaptowanego akustycznie pomieszczenia może się wahać w granicach plus minus kilkadziesiąt decybeli. W skrajnych przypadkach, na przykład w pokoju o kształcie zbliżonym do kwadratu, niektóre częstotliwości mogą wręcz zanikać. Podobny efekt, zwłaszcza w obszarze niskiego basu, może mieć zjawisko nakładania się fal bezpośrednich z odbitymi w wyniku nieoptymalnego ustawienia kolumn i zbyt małych odległości głośników od ścian. Do tego czas wybrzmiewania dźwięków o różnych częstotliwościach zwykle różni się co najmniej o kilka dziesiątych sekundy.

Jednak nie jest wcale trudno osiągnąć całkiem niezłe rezultaty z użyciem kolumn głośnikowych. Ich staranne ustawienie, odpowiednie wytłumienie, rozproszenie lub przekierowanie pierwszych odbić i jakie takie wyrównanie czasu pogłosu pozwolą zbudować szeroką, głęboką, wolną od większych podbarwień wirtualną scenę dźwiękową, na której muzycy będą równomiernie rozmieszczeni zarówno między głośnikami, jak i w głąb. Jeśli jeszcze proporcje pomieszczenia (niezależnie od kubatury – zasadniczo im większe, tym lepiej) będą choćby przyzwoite, przyjemność z odsłuchu gwarantowana.

Regał z książkami, gruby dywan przed kolumnami, jakaś kanapa, parę obrazów na ścianach, gruba zasłona na oknie, duży klosz (najlepiej okrągły z papieru ryżowego), coś na kaloryferze ukrytego za zasłoną, jakieś ustroje akustyczne (ewentualnie fotele) na ścianach w miejscach pierwszych odbić docierających do słuchacza – już to zapewni nie najgorsze rezultaty, a wystrój wciąż będzie w duchu współczesnego minimalizmu. Do poważniejszego słuchania zawsze można dostawić jeden lub dwa ustroje, zresztą w rogach za zasłoną można ukryć całkiem sporo (ale niech to nie będą żadne walce z gąbki, a tym bardziej pół- i ćwierćwalce, bo poniżej 200 Hz z pewnością w ogóle nie zadziałają).

Oczywiście, nie każda muzyka tak samo zyska na przesiadce na kolumny. Są gatunki, w których to wyłącznie artysta lub reżyser dźwięku określa położenie źródeł pozornych, te zaś opierają się wyłącznie lub głównie na brzmieniach syntetycznych. W innych muzycy grają na tradycyjnych instrumentach lub śpiewają bez wzmocnienia we wspólnej przestrzeni i z naturalnym pogłosem, a ingerencje w scenę są co najwyżej minimalne. W tym drugim przypadku realizm wirtualnej przestrzeni i barwy są szczególnie cenne.

Naprawdę warto usłyszeć, jak coś takiego może brzmieć.

WYBRANE WPISY
Tagged in:, ,