STILUS FRACTUS

Po co się tłumaczysz ze swojego dupospawu?

Przy okazji dyskusji o smogu w Polsce trafiłem na wypowiedzi kilku osób, które ze zbiorkomu przesiadły się na samochód.

W mieście własne auto, choć przydatne, na pewno nie jest niezbędne, do tego ogólnie taniej jest rozbijać się w razie potrzeby taryfami i raz na jakiś czas wypożyczyć coś na dalszy wypad, ale powiedzmy, że rozumiem ludzi, którzy wolą siedzieć za kółkiem, niż korzystać z miejskiej komunikacji, bo po prostu lubią siedzieć za kółkiem i słuchać w tym czasie muzyki, ewentualnie wpakowali się w kredyt na mieszkanie w miejscu, gdzie powinny być tylko pola, a do tego mają małe dzieci. Jednak większość argumentów, które słyszę, to oni chyba z rowa biorą.

OK, NIEKTÓRE MOGĘ ZROZUMIEĆ

Na przykład ten, że śmierdzi. Ja wprawdzie wolę czasem pooddychać przez usta, niż za każdym razem wdychać spaliny w maksymalnym natężeniu, ale jednych skręca mniej, innych bardziej, a jeszcze inni lubią zapach spalin albo tak się przyzwyczaili, że im zwisa i powiewa.

Albo ten, że brudno i nie ma gdzie usiąść. Dla mnie to nie problem, bo i tak nigdy nie siadam, tylko korzystam z okazji, żeby nie siedzieć, ale większość – jak nie zbiorkom, to kanapa przed telewizorem, nawet po 8 godzinach na tyłku, niektórzy już tak mają. U mnie ludzie nagminnie parkują przed klatkami na drodze przeciwpożarowej zamiast z drugiej strony na wyznaczonych miejscach, za które zapłacili, bo 100–150 metrów to już dla nich za daleko, klasyka.

Albo o tym, że tłok. Mnie się nie zdarza, bo nie jeżdżę w szczycie, ale wiadomo – nic przyjemnego.

Albo o tym, że bezpieczniej. O ile ktoś nie wraca codziennie z roboty po nocach, to jeszcze nie jest argument za tym, żeby od razu kupować samochód, bo z kina w weekendy na dłuższą metę taniej będzie wracać taryfami, a po imprezie i tak nie ma wielkiego wyboru, ale miało być o samochodach w ogóle, więc niech będzie, że rozumiem.

Albo ten, że komuś jest za zimno albo za gorąco. Chociaż często latem to „za gorąco” i tak okazuje się „niebezpiecznie zimno”, a zimą „za zimno” okazuje się wbrew pozorom „niebezpiecznie ciepło”. I ustawiają ludzie w samochodach klimę/ogrzewanie tak, żeby od razu było przyjemnie, a potem chorują. I twierdzą, że to od zimna jako takiego albo od zarazków w powietrzu. Albo w ogóle się dziwią, skąd im się to bierze. Ale faktycznie, czasem ogrzewanie w ogóle nie działa albo nie ma klimatyzacji, więc niech będzie.

Albo taki, że czasem trzeba czekać 5 minut i dłużej na mrozie, bo nie jeżdżą co kilka minut. Nie wiem, jak zdrowy człowiek może stać i marznąć, zamiast skorzystać z okazji do spaceru i się przejść do następnego przystanku, ale powiedzmy, że czasem się spóźnia, że nogi bolą, że toboły, że w ogóle dupospaw, trudno, bywa i tak.

Mam jednak pod ręką parę autentyków, którym nie przepuszczę.

BO TABOR SIĘ PSUJE, ZWŁASZCZA ZIMĄ, BO BYLE STŁUCZKA I TRAMWAJE STOJĄ

No proszę, to zupełnie jak samochód. Większy mróz – i rano połowa trupów z Dojczu odpala za setnym razem albo wcale nie odpala. Większy śnieg – i obok festiwalu rzeźby lodowej mamy zawody w machaniu łopatą. Byle stłuczka – i już korki na kilometr albo dwa. A co dopiero, gdy chodzi o własny… Nawet taryfy nie można wezwać.

BO JEŚLI ZABRAKNIE MIEJSC SIEDZĄCYCH, TO NIE MOŻNA CZYTAĆ KSIĄŻEK

Powaga, to niemalże dosłowny cytat. Ja akurat mam problemy z czytaniem w zbiorkomie w ogóle, bo mi błędnik siada, ale większości najwyraźniej nie robi różnicy to, czy siedzą czy stoją. Obrazki z metra w krajach, w których czyta się naprawdę dużo, nie pozostawiają wątpliwości.

Właśnie sobie uzmysłowiłem, że przecież za kółkiem też nie można czytać książek. Jeszcze lepiej.

BO ZARAZKI W POWIETRZU

I bardzo dobrze. Jasne, gdyby ktoś miał mi kaszleć w twarz, tobym się od razu przesunął, ale poza tym, dopóki mi czegoś nie przeszczepią, korzystam z okazji. Wcześniej czy później każdy trafia do jakiegoś skupiska, tylko że ja jestem narażony na mikroby cały czas i nie choruję, a inni łapią coś przy pierwszej okazji. Wiadomo, stopniowa ekspozycja na zarazki zwykle nie wystarcza i ludzie przeziębiają się od byle podmuchu, podczas gdy ja biegam przy minus kilkunastu właściwie w skarpetkach, ale to już osobna historia. W 40-stopniowych upałach też się przeziębiają, na przykład od klimatyzacji ustawionej na 25 stopni.

BO ŻÓŁTACZKA I GRZYBY NA PORĘCZACH

…a potem wystarczy dotknąć jedzenia albo ust. To nie dotykaj. Tak czy inaczej, nie wiem, czym jazda zbiorkomem różni się tu od wizyty w sklepie albo innym miejscu, gdzie dotyka się klamek, poręczy, towarów, wózków, pieniędzy i tak dalej. A i tak najwięcej syfu jest na telefonie, więcej niż na klamce w publicznej toalecie.

BO AUTOBUS STOI W TYM SAMYM KORKU…

„…choć przyznaję, że czasem 40 minut kluczę po uliczkach, zanim znajdę wolne miejsce parkingowe”.

To miał być argument za samochodem, że niby wcale nie wolniej. Panna chyba się zaplątała w zeznaniach. Bez komentarza.

Swoją drogą, to był także argument takiej jednej, młodej i chyba zdrowej, która narzekała, że przez remonty 5 kilometrów do pracy jedzie godzinę. Tyle to ja przechodzę w 50 minut. Dzisiaj znów łącznie przez 3 godziny chodziłem, i to szybko, z psinką, którą wziąłem na przechowanie. A spacery z psem to nie wszystko, wczoraj zasuwałem ponad 4. Wcale nie dużo. Kiedyś ludzie chodzili całymi dniami, żeby w ogóle mieć co jeść.

BO TANIEJ

Ulubiony argument zwolenników konsol do gier. Że niby kompletny (!) wydajny pecet kosztuje tyle a tyle, a do tego jeszcze trzeba dokupić monitor, podczas gdy konsolę wystarczy podłączyć do telewizora. Skąd taki gościu ma telewizor, i to jeszcze nadający się do dynamicznych gier, nie mam pojęcia. Może gdybym sam jakiś miał, tobym zrozumiał…

Nie, nie jest taniej.

*

No dobrze, sam ostatnio myślę o własnym samochodzie, od czasu gdy przeprowadziłem się w miejsce, skąd mam kiepski dojazd do rodziców i gdzie po deszczu albo większych opadach śniegu nie da się przejść suchą stopą do przystanku, a tym bardziej od czasu, gdy nocny powrót z kina znów skończył się bijatyką, ale powód właściwie jest tylko jeden. Otóż gdybym miał własny samochód, tobym z niego korzystał. Tymczasem, skoro mogę zadać z buta albo pojechać nocnym na bilecie miesięcznym, to zadaję z buta albo jadę nocnym, żeby zaoszczędzić, nawet jeśli czasem nie mam ochoty albo mam po prostu dosyć. Kwestia czysto psychologiczna.

Naprawdę najlepszym argumentem za samochodem jest zwyczajne: bo tak lubię.

WYBRANE WPISY