STILUS FRACTUS

Przyszłość gier komputerowych

Kiedyś będziemy strzelać do androidów, może nawet ludzkość opracuje technikę projektowania obrazu i innych doznań bezpośrednio do mózgu, ale przyszłość gier komputerowych jako takich to połączenie realu z wirtualną rzeczywistością (ang. virtual reality, VR). I wcale nie mówię tu o wynalazkach w rodzaju Virtuix Omni.

NA RAZIE MAMY VIRTUIX OMNI

Virtuix Omni to system oparty na okularach VR, niewirtualnych replikach broni (wyposażonych w czujniki położenia) i… rodzaju rowkowanego naczynia z poręczami, w którym gracz chodzi lub biega w specjalnych butach, a nawet może symulować jazdę w pojeździe (wystarczy się oprzeć). Całość w przeliczeniu na złotówki – zaledwie kilka tysięcy (na razie wyprodukowano ograniczoną liczbę egzemplarzy). Tak wygląda najbliższa przyszłość komputerowych strzelanek.

A CO POTEM…

…zanim będzie można, jak w serialu „Westworld”, za kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt tysięcy dolarów dziennie postrzelać do androidowych lub cybernetycznych żołnierzy, potworów i mutantów, być może z całym bagażem moralnych dylematów?

Jestem pewien, że uda się połączyć poruszanie się po rzeczywistym terenie z okularami VR. Nie wiem, może ktoś gdzieś już to opisał, a przynajmniej o tym myśli, ale daję słowo, że pomysł przyszedł mi do głowy zupełnie niezależnie.

Jak to mogłoby wyglądać? To nie powinno być zbyt trudne. W gruncie rzeczy już dzisiejsza technika chyba na to pozwala, bo mamy zarówno odpowiednie zestawy nagłowne, jak i rozwinięte systemy przechwytywania ruchu, oparte na obcisłych kombinezonach wyposażonych w czujniki, rozwiązania pozwalające śledzić ruch gałek ocznych i sposoby na strumieniowanie obrazu o wysokiej rozdzielczości z minimalnym – a niedługo pewnie niezauważalnym – opóźnieniem. Obraz otoczenia tak czy inaczej musiałby pochodzić w stu procentach z kamery (raczej nie dałoby się użyć technik typu HUD, opartych na przezroczystym wyświetlaczu). Teraz wystarczy pokryć teren kamerami, na przykład na drzewach, słupach, drutach i ścianach, a potem napisać scenariusz i odpowiedni kod.

NIEBEZPIECZEŃSTWA

Problemem byłoby między innymi bezpieczeństwo gości.

Przede wszystkim poruszanie się w hełmie wirtualnej rzeczywistości wymagałoby w miarę równego, ubitego terenu. Wiadomo: łatwo skręcić kostkę na byle dołku, a pole widzenia w praktyce będzie jakoś ograniczone. Pagórki i zagłębienia pewnie nie byłyby przeszkodą – po prostu żadnych mniejszych nierówności.

Po drugie – woda. Łatwo zachłysnąć się wodą z kałuży, więc trzeba by się bawić albo w szczelnych maskach (dla mnie bomba, zupełnie jak w Stalkerach), albo w towarzystwie licznej obsługi, którą trzeba by w jakiś sposób na bieżąco cyfrowo wymazywać. Już dzisiaj wykonalne.

Po trzecie – wysokość, ale to chyba dałoby się załatwić niewidocznymi dla gracza siatkami pod każdą barierką.

Po czwarte – żadnych niewirtualnych pojazdów, chyba że z inteligentnymi zabezpieczeniami, tak żeby nie dało się przejechać innego gracza lub człowieka z obsługi ani samemu wpaść pod koła.

WIĘCEJ NIŻ WIRTUALNA RZECZYWISTOŚĆ

Tylko pomyśl. Idziesz wśród drzew, na wyświetlaczach widzisz to, co widziałbyś bez okularów, ale wzbogacone tym wszystkim, co spotykasz w grach komputerowych. Na przykład toksyczne opary i wyskakujące potwory. Gdy oberwiesz, czujesz na skórze symulowany cios, może nawet ładunek elektryczny, żeby zabolało. Z tą różnicą, że nie mógłbyś dotknąć truchła ofiary, bo albo by znikało, albo byłoby przezroczyste dla dłoni. Można by jednak urozmaicić tę wirtualną rzeczywistość sztucznymi zwłokami, na przykład ludzi, które będzie można przeszukiwać.

Pytanie tylko, jak rozwiązać kwestię rywalizacji między graczami (bo kooperacja to będzie przy tym bułka z masłem). Cyfrowe wymazywanie zabitego przeciwnika? Twardniejący kombinezon uniemożliwiający dalsze ruchy, a nawet utrzymanie pionu? Pewnie coś się wymyśli. Najprościej będzie właśnie cyfrowo wymazać postać zarówno zwycięzcy starcia, jak i przegranego, tak samo jak wymazano by ludzi z obsługi. Teraz tylko zapis w regulaminie o tym, że należy schodzić z drogi. W odpowiednich słuchawkach i tak nikt nikogo nie usłyszy, jeśli system na to nie pozwoli.

LEPSZA SZTUCZNA RZECZYWISTOŚĆ CZY RZECZYWISTOŚĆ ROZSZERZONA?

Raczej nie zdążę skosztować takiej zabawy jak w „Westworld”, ale nie jestem pewien, czy gdybym miał wybierać, nie wolałbym rzeczywistości rozszerzonej. Ja tam jednak wolę cyberpunkowe i postapokaliptyczne klimaty od westernów, a zmutowane zwierzęta w czarnobylskiej Zonie nie strzelają, tylko skradają się i gryzą. Trudno byłoby osiągnąć z użyciem wyłącznie fizycznych obiektów taki efekt, jaki zapewni rozszerzona rzeczywistość: hełm VR, symulujący obrażenia kostium ze znacznikami ruchu, przyspieszony cykl dobowy i dowolnie sterowane zmiany pogody. Może i dałoby się to wszystko odtworzyć w specjalnie zaprojektowanym budynku, ale jak duże mogłoby być coś takiego i ile musiałoby to kosztować? Sztuczne niebo, a do tego zraszacze i sztuczny wiatr na tysiącach hektarów?

Jeszcze trochę, i wirtualna/rozszerzona rzeczywistość będzie nie do odróżnienia od realu, a to już prosta droga do zintegrowania jej z fizycznym terenem.

Niestety, na GTA w takich okolicznościach przyrody raczej bym nie liczył. Ale może pojawi się przynajmniej jakieś połączenie systemu typu Virtuix Omni i samochodowego kokpitu obok, do którego będzie można się przesiadać z okularami na głowie?

KIEDY TAK ZAGRAMY?

Skoro odpowiednia technika – albo raczej szereg jeszcze nie zintegrowanych technik – już jest, nawet jeśli mniej lub bardziej w powijakach, niedługo będzie to wyłącznie kwestia kosztów. Budowa kompleksu, system czujników i nadajników, kombinezony i inny sprzęt, programiści, superkomputer, który to wszystko obsłuży – takie tam. Zamożni chętni pewnie by się znaleźli w odpowiedniej liczbie, chociaż powstaje pytanie, ilu znajdzie się tych, którzy będą chcieli i mogli ruszać się tyle, by to miało sens. Ale kto wie, może i wojsko by skorzystało. Z czasem, wiadomo, wszystko stanieje. To przecież nie będzie park z tysiącami androidów udających ludzi, które do tego trzeba będzie na okrągło zwozić i przywracać do życia, jak w „Westworld”.

WYBRANE WPISY