STILUS FRACTUS

Prosta historia o morderstwie

„Prosta historia o morderstwie” Jakubika to wprawdzie kryminał, ale zagadka „kto zabił?” wcale nie wydaje się w nim najciekawsza, ani nawet najważniejsza.

Fabuła zaczyna się prawie od końca: od sceny oględzin miejsca zbrodni. Później raz po raz przenosimy się do coraz to późniejszych i mroczniejszych retrospekcji i z powrotem.

Dużo w tym brudu, szarości, psychicznej przemocy, ale zdjęcia nie są ostentacyjnie surowe i nieefektowne, jak to często się zdarza w takich naturalistycznych filmach. Raczej są rwane, bliskie, kamera często naśladuje oczy bohatera, nie brakuje też odrealnionych nocnych ujęć pokrytej bluszczem ściany domu do niby-muzyki przypominającej odgłos pracy drukarki igłowej.

Z drugiej strony mamy bardzo ciekawy kontrast: główny bohater i jego dziewczyna właśnie wprowadzają się do nowego nie nowego mieszkania i urządzają je do muzyki, która spokojnie mogłaby robić za podkład w jakiejś baśni. Z czasem jednak dzwoneczki robią się coraz mniej baśniowe i kontrast z policyjno-przedmieściowym brudem jest coraz mniejszy.

Prosta historia o morderstwie - recenzja

To kino bardziej nawet obyczajowo-psychologiczne. Zwykle filmy z tego gatunku średnio mnie interesują: zdecydowanie wolę albo pełną napięcia akcję, albo wręcz przeciwnie, oparte na wizualnej poezji artystyczne eksperymenty, w których niewiele się dzieje. Tu jednak, paradoksalnie, najbardziej wciągająca okazała się właśnie historia rodzinna i obraz środowiska, zwłaszcza że obsada jest bez zarzutu. Właściwie nie czekałem na rozwiązanie zagadki i w gruncie rzeczy film spokojnie mógłby się zakończyć nierozwikłaną tajemnicą. Rozwiązanie jednak też jest naprawdę ciekawe.

Dla mnie film może i na raz, ale na pewno lepszy od wcale nie najgorszych tegorocznych „Sług bożych” i chyba nawet od „Ziarna prawdy” z ubiegłego roku.

WYBRANE WPISY
Tagged in:, ,