STILUS FRACTUS

Służby a granice praw podejrzanego

Czy policja i służby specjalne powinny mieć oficjalnie prawo do użycia wszelkich możliwych środków w razie zagrożenia? Na przykład do tortur, gdy bomba tyka?

Wiadomo, tykające bomby z wyświetlaczem odliczającym czas do detonacji to raczej fantazja Hollywoodu, ale powiedzmy, że mamy taką właśnie sytuację. Terrorysta podłożył w centrum Warszawy ładunek nuklearny i ustawił licznik na 30 minut, tak żeby w porę oddalić się metrem. Ale dzielny policjant albo tajny agent łapie go zaraz po tym, jednak nie wie, jak zdezaktywować ładunek, a na nic więcej nie ma czasu. Co wtedy?

Czy w jakimkolwiek szanującym się państwie prawa można prawnie dopuścić wszelkie metody wymuszenia zeznań? Gdzie wtedy miałaby przebiegać granica? Bo musiałaby być uznaniowa…

Oczekuję, że w razie potrzeby funkcjonariusz użyje wszelkich niezbędnych środków. Jeśli miałby to być akumulator na jajach, trudno. W takiej hipotetycznej sytuacji chyba każdy zrobi to, co uzna za konieczne, bez względu na konsekwencje, zwłaszcza ktoś, kto w pracy nosi broń. Swoją drogą, podejrzewam, że każde uzasadnione okolicznościami działanie prokurator lub sąd uznałby za dopuszczalne w imię większego dobra, tak jak w przypadku obrony koniecznej.

I o to chodzi. Pewnych rzeczy nie można oficjalnie pozostawiać uznaniu służb, zwłaszcza że służby zawsze będą takiego prawa nadużywać. Obserwujemy to w praktyce, choćby w bazie w Guantanamo. Zresztą czy nawet realne, ale mgliste zagrożenie usprawiedliwia tortury? Czy o to walczyli nasi przodkowie? Czym się różni Guantanamo od katowni Gestapo? Bo nie przypalają żywcem, nie wyrywają paznokci i ostatecznie nie mordują, a tylko zakładają na głowę worek i wlewają przez niego wodę w usta albo pozbawiają snu przy ogłuszającej kakofonii? To po prostu musi być ostateczność.

Powtórzę to, co już kiedyś pisałem: życie w ogóle jest niebezpieczne. Śmiertelnie. Tymczasem społeczeństwo jest gotowe zrezygnować z wolności w imię byle ułudy bezpieczeństwa. Totalna inwigilacja po to, by ryzyko śmierci w zamachu zmniejszyło się z jednego do 10 milionów do jednego do 9 milionów? Serio? Albo nawet – a co mi tam – jednego do pięciu milionów? Ludzie, może lepiej nie wychodźcie z domu, bo stres piękności szkodzi.

WYBRANE WPISY