STILUS FRACTUS

Polowania i oburzenie mięsożerców

Zawsze uważałem, że myślistwo to chora rozrywka, do której ciągnie głównie psychopatów i posiadaczy małego przyrodzenia. Wciąż nie mogę zrozumieć, jak można znajdować w tym przyjemność, ale zgodzę się z jednym: w hodowlach i ubojniach dzieją się takie rzeczy, że to strzał jest najbardziej humanitarnym sposobem.

Niewątpliwie środowisko myśliwych jest przesiąknięte patologią. Rozcinanie pyska jeszcze żywemu zwierzęciu, dziki rozszarpywane przez psy łowcze i na odwrót, strzelanie do psów biegających kilkanaście metrów od opiekuna i jego dzieci… Większość zresztą nie stroni od mięsa hodowlanego, więc ostatni argument za sensownością polowań można sobie o kant potłuc.

Bo nie jest nim konieczność odstrzału prewencyjnego i niebezpiecznych osobników. Tym powinni się zajmować przede wszystkim leśnicy i takie sytuacje powinny być przykrym obowiązkiem i należeć do rzadkości. I pewnie należałyby, gdyby nie to idiotyczne dokarmianie, następny rzekomy przykład miłości do zwierząt.

Jak pisał kiedyś Adam Wajrak, skądinąd jeden z największych przyjaciół zwierząt, śmierć głodowa w przyrodzie jest czymś normalnym. Nie ma dość pokarmu, to mniej młodych się rodzi, proste. Przez miliony, setki milionów lat zwierzęta jakoś sobie radziły zimą bez myśliwych.

Gdyby to ode mnie zależało, zakazałbym przede wszystkim hodowli z przeznaczeniem na ubój wszystkiego oprócz ryb i może jeszcze drobiu (oczywiście, nie w klatkach). Teraz chronimy psy, a zarzynamy nawet inteligentniejsze od nich świnie. Jeśli jesz mięso inne niż z ryb, w ostateczności drobiu, moim zdaniem nie masz prawa potępiać myśliwych. To hobby jest problemem nie samo w sobie, ale właśnie przez skalę patologii. Dostęp do niego powinien być znacznie bardziej ograniczony, a polowania, już bez udziału psów, powinny być świętem, nie zaś niedzielną rozrywką, możliwą dzięki sztucznemu utrzymywaniu przerośniętej populacji zwierząt łownych.

WYBRANE WPISY