STILUS FRACTUS

Podpieracz ścian na parkiecie

Ostatnio na weselu dostrzegłem ciekawe zjawisko: część ludzi tańczy jak pod lufą karabinu. Rola takiego tańca sprowadza się do tego, czym był w minionych wiekach na europejskich salonach – do elementu etykiety.

Nie tańczę. Nie licząc jakiegoś balu śnieżynek w przedszkolu (może to dlatego?), nigdy nawet nie próbowałem. Do tego roku nigdy też nie byłem na weselu, ale tym razem już musiałem pójść, więc poszedłem i zająłem pozycję obserwującą. Jeszcze jeden zawodowy podpieracz ścian.

Na parkiecie sporo się działo, ale znaczna część tańczących sprawiała wrażenie, jak gdyby ich oderwało granatem od ściany. Młodzi czy starzy – grobowe miny, obojętny wzrok wpatrzony wszędzie, tylko nie w partnera, i to nawet po tym, jak się utwór kończył. No chyba że to był cudzy partner i wypadało podziękować.

Po co się tak męczyć? Bo wypada?

Choć taniec zawsze wydawał mi się czymś zupełnie obcym, to jednak doskonale rozumiałem, dlaczego dla wielu jest czymś tak naturalnym, jak to tylko możliwe. Nawet im zawsze zazdrościłem. Z jednej strony czuję, że gdybym się tak nie usztywniał, mógłbym być królem parkietu, z drugiej jednak wiem, że naprawdę musiałoby zaskoczyć wiele elementów, od nastroju po muzykę. Kręcić bączków do disco polo na zawołanie chyba bym nie umiał. I żadnych walczyków ani innych konwenansów. Czasem w nocy mimowolnie zaczynam podskakiwać przed oknem w słuchawkach do No Good Prodigy i tym podobnych i muszę się hamować, żeby sąsiadki nie obudzić – i to ma, kurde, jakiś sens. Uwielbiam też filmy Saury. Wesele jednak to chyba najgorsza okazja do tańca.

W pierwszej scenie Wedding Crashers Vince Vaugh i Owen Wilson w roli prawników podczas mediacji rozwodowej przekonują pannę, by nie przedłużała sprawy przez swój upór:

„I’m sure you’d love to be free, maybe go out and meet some Latin guy that can dance, grind up on you, make you feel dangerous but also safe. […] And have some Latin guy sweating all over you, talking to you in languages you don’t understand, needing you, wanting you, taking you?”.

I o to właśnie chodzi.

WYBRANE WPISY