STILUS FRACTUS

Audiopatomorfologia

Pewnie spotkaliście się z pojęciem „płyty audiofilskie”. Ponoć lepiej się nadają do oceny sprzętu, bo więcej na nich słychać. Owszem, tyle że już na „nieaudiofilskich” słychać więcej niż na żywo w pierwszym rzędzie. Do tego często cierpi na tym pogłos oraz spójność i napowietrzenie sceny. Jeśliby rozumieć audiofilię jako dążenie do realizmu, a nie sprzętową masturbację, te płyty wcale nie są audiofilskie.

Niedawno kupiłem całkiem świeże nagranie „Vespro della Beata Vergine” Monteverdiego, wydane przez E lucevan le stelle. Cantar Lontano pod kierunkiem Marca Mencoboniego grają, a jakże, w kościele, a reżyser dźwięku wykorzystuje naturalny pogłos, jak tylko może. Wciąż jednak słychać bardzo dużo, może nawet więcej niż na żywo (trudno to do końca stwierdzić, bo każde wnętrze jest inne i wykonawcy grają w różnej odległości od najbliższych słuchaczy).

Ciekawie wypada porównanie ze starszym nagraniem Boston Baroque, zrealizowanym dla „audiofilskiego” Telarca. W tym drugim słychać nieporównanie więcej szczegółów, chyba nawet więcej niż w tradycyjnej sali koncertowej, choć i tu wykonawcy zdają się stać dość daleko od mikrofonu. Efekt jest zdecydowanie sztuczny, zwłaszcza że odbywa się to kosztem pogłosu, który zresztą też nie wydaje się realistyczny, lecz jakby wygasa między kolumnami. Innymi słowy, przestrzeń jako taka jest ogromna, ale pozbawiona części swoich naturalnych cech, takich jak poczucie powietrza przed wykonawcami i filtrowanie najdrobniejszych detali. Inny problem polega na tym, że tam, gdzie kompozytor stosuje efekt echa, obaj wykonawcy zdają się znajdować w osobnych, a przy tym bardzo niewielkich, przestrzeniach dźwiękowych. U Mencoboniego są bliżej słuchacza i siebie nawzajem, ale przestrzeń jest jedna, spójna, wypełniona powietrzem i pogłosem.

Porównajmy te same fragmenty obu płyt. W każdej z par na pierwszym miejscu umieściłem nagranie Cantar Lontano (E lucevan le stelle), a na drugim – Boston Baroque („audiofilski” Telarc):

 

 

Sorry, ale dla mnie to, co zrobił Telarc, nie ma nic wspólnego z audiofilią. To raczej jakaś audiopatomorfologia. Niestety, przykłady można by mnożyć.

WYBRANE WPISY
Tagged in:, ,