STILUS FRACTUS

Państwo prawa a oczekiwania społeczne

Lud chce igrzysk, zemsty, ułudy sprawiedliwości. Kogoś trzeba skazać. Winnych trzeba karać dla przykładu tak surowo, jak tylko się da. Pal licho konstytucję, kodeks karny, zasady proporcjonalności kary i rozstrzygania wątpliwości na korzyść oskarżonego.

Gdy jakiś sędzia w głośnej sprawie kieruje się prawem wbrew oczekiwaniom społecznym, od razu podnoszą się głosy kwestionujące „zbyt daleko posuniętą niezależność” tej grupy. Tymczasem sędzia, mimo że z definicji niezależny, musi się kierować zasadami konstytucji i kodeksu karnego, choćby zasadą proporcjonalności kary, domniemania niewinności i legalności dowodów.

Teoretycznie sędzia nie może skazać, jeśli prokurator nie zdoła obalić alibi oskarżonego. Nie może nie uwzględnić okoliczności łagodzących (na przykład niekaralności, prognoz na przyszłość). Nie może nie zaliczyć w poczet kary osobistej straty podsądnego (gdy na przykład ofiarą wypadku jest rodzeństwo). Nie może wbrew kodeksowi karnemu i słownikom języka polskiego rozciągać terminu morderstwo na nieumyślne spowodowanie śmierci, nawet jeśli ma do czynienia z pijanym kierowcą. Nie może traktować zabójstwa w afekcie tak samo jak morderstwa z premedytacją w sytuacji, gdy kodeks przewiduje za zabójstwo widełki.

Lud się łudzi. Będzie za karą śmierci niezależnie od tego, czy według wszelkich danych odstrasza, czy wręcz przeciwnie, tylko brutalizuje przestępstwa. Będzie za wsadzaniem na długie lata niegroźnych recydywistów niezależnie od tego, co więzienie z nimi zrobi, a przecież na dożywocie za kradzieże nie można ich skazywać. Będzie wolał skazać niewinnego, zamiast czasem wypuścić faktycznego sprawcę. Będzie się cieszył, jeśli skazanemu odmówi się podstawowych praw, choćby do leczenia. Będzie za powszechnym dostępem do broni, nawet jeśli taki dostęp jedynie zwiększyłby ryzyko, że statystyczny obywatel przedwcześnie kopnie w kalendarz. Co tam statystyka, lepiej jechać na drugi koniec Europy, niż polecieć, i lepiej nie zapinać pasów, bo ktoś tam się kiedyś sfajczył, niezależnie od tego, jak rzadko samochody palą się w razie wypadku i jak łatwo się bez zapiętych pasów zabić w byle stłuczce.

Niestety, przez takie oczekiwania policja i prokuratura zrobią wszystko, aby kogoś można było posadzić. Dowody zawsze można podrzucić, także DNA. Prokurator, którego czekają wybory, będzie walczył jak lew o to, żeby z powodów formalnych odrzucić wszystko, co świadczy na korzyść oskarżonego.

Mam przed sobą artykuł z Wyborcza.pl pod tytułem „Lincze w Ameryce. Pocztówka ze śmiercią”. Najbardziej uderza w nim nawet nie opis egzekucji i tortur, jakim wcześniej poddawano ludzi w wyniku byle plotki, bo o tym wszystkim już kiedyś czytałem. Nawet nie zachowanie i twarze tłumu na zdjęciach. Nawet nie tytułowe pocztówki ze zdjęciami samosądów. Moją szczególną uwagę zwrócił ten oto fragment:

„W pierwszej połowie XX wieku do Kongresu wpłynęło prawie dwieście projektów ustawy antylinczowej. Siedmiu prezydentów składało w tej sprawie petycję. Trzy razy projekt przeszedł nawet przez Izbę Reprezentantów i dostał się pod głosowanie Senatu. Za każdym razem upadał przez opór białych kongresmenów z południa kraju. Ostatni raz w latach 50.”.

Niestety, czasem żadna ustawa nie powstrzyma tłumu.

WYBRANE WPISY
Tagged in:,