STILUS FRACTUS

Obcy. Przymierze (Alien: Covenant)

Przebierałem nogami, czekając, aż „Obcy. Przymierze” wejdzie do kin, bo uwielbiam tę serię i te klimaty od samego dzieciństwa. Tak jak dwaj goście, którzy zagadnęli mnie po seansie jeszcze w kiblu nad pisuarem. Poważnie.

Zaczęło się od drugiej części, w reżyserii Camerona, którą widziałem w kinie w 1990 roku, pewnie jeszcze z rodzicami. Może dlatego zrobiła na mnie nawet większe wrażenie niż Jedynka, którą po raz pierwszy obejrzałem w domu wiele lat później, już po tym, jak do kin trafiła trzecia część, tym razem wyreżyserowana przez Finchera. To jeden z moich ulubionych reżyserów – i Trójkę przez pewien czas przedkładałem nad wcześniejsze. Ostatecznie jednak najczęściej wracam do Camerona. Ma najlepsze postacie, najlepsze dialogi, zwłaszcza w wersji reżyserskiej, i najwięcej makabry, a sposób budowania napięcia, nawet jeśli nie tak mistrzowski, a przynajmniej tak subtelny, jak w Jedynce, jakoś najlepiej sprzyja wielokrotnemu oglądaniu. Z kolei w czwartej części najlepsze były elementy charakterystyczne dla Jeuneta, którego też bardzo lubię, całość jednak, mimo że całkiem niezła, wydaje mi się zbyt – nazwijmy to tak – wydumana.

Cokolwiek filozofujący „Prometeusz” raczej mnie rozczarował. To dobre kino, ale jakoś zabrakło klimatu, zwłaszcza że zdjęcia i statek były zbyt sterylne. Najlepszy był w tym wszystkim Fassbender w roli androida Davida. Teraz wraca w podwójnej roli.

PSEUDOFILOZOFICZNY BEŁKOT? NAWET JEŚLI, TO NIEDŁUGO NIM NIE BĘDZIE

Widziałem już opinie, że „Przymierze” to przegadany, pseudofilozoficzny bełkot. Nie wiem, dlaczego bełkot, nawet jeśli pseudofilozoficzny, ale myślę, że niedługo te wszystkie rozważania staną się bełkotem prawnym. Wielu naukowców zajmujących się sztuczną inteligencją ostrzega, że już w najbliższych dwóch, trzech dekadach czeka nas rewolucja, na którą ludzkość nie jest gotowa. Zapewne pojawią się pytania o to, czy androida można zgwałcić i czy sztuczna inteligencja w ludzkim ciele różni się od sztucznej inteligencji w obudowie komputerowej. I o to, gdzie przebiega granica. David mógł tworzyć i odkrył w sobie psychopatę pełną gębą. Walter jest pod tym jednym względem ograniczony – tylko po to, żeby nie był aż tak „niekomfortowo” ludzki.

Pies [poza kształtem] nie różni się od świni, tak samo jak samoświadomy android nie będzie się różnił od samoświadomego robota, a ten nie będzie się różnił od samoświadomej sieci komputerowej. Pytanie najpewniej będzie brzmiało: czy mamy prawo zabijać (wyłączać), torturować lub gwałcić świadomą sztuczną inteligencję jako taką.

Z wpisu „Czy androida można zgwałcić?”.

Dla mnie wątki androidów w „Przymierzu” są fascynujące. Scott rozpisał je na długie, celebrowane, nastrojowe dialogi, które moim zdaniem są najjaśniejszym punktem filmu, zwłaszcza że Fassbender w podwójnej roli to najlepszy kinowy android, jakiego znam.

ILE W TYM OBCEGO?

W ogóle akcji jest tu względnie mało i przez większość filmu Scott gra na dialogach i klimacie. Pomagają mu w tym jakby nieco mniej sterylne niż w „Prometeuszu” zdjęcia, chociaż tej charakterystycznej, surowej klaustrofobii „Obcych” znów jest niewiele. Wrażenie trochę psują kulminacyjne sceny, w których akcji, w tym kaskaderskich popisów, jest wręcz za dużo. Wielu rozczaruje też brak Noomi Rapace, którą można było obejrzeć w scenie udostępnionej przed premierą, i paru innych fragmentów, które też opublikowano na YouTubie. (Pewnie znajdą się w wersji Home Video). Samego Obcego też nie ma tu za wiele i miałem wrażenie, że kiedyś wyglądał naturalniej, mimo że jest bez zarzutu. Czyżby za dużo CGI? A może wręcz przeciwnie: zbyt realistyczny rzeczywisty model, który właśnie dlatego zalatuje komputerem? Spory plus natomiast należy się za samo zakończenie.

Piątego „Obcego” ma już nie być, pojawią się natomiast dwa następne filmy, które poprowadzą do wydarzeń z Jedynki. „Przymierze” na status kultowego chyba nie ma szans i raczej nie będę do niego wracał równie chętnie jak do pierwszych trzech, ale tym razem z kina wyszedłem znacznie bardziej zadowolony niż po „Prometeuszu”. Ale wiadomo: dla jednym film będzie przegadany, dla innych co najwyżej rozgadany, dla jednych pseudofilozoficzny, dla innych tylko filozofujący.

Moje wpisy o nowych filmach zebrane przez Mediakrytyk.pl.

WYBRANE WPISY
Tagged in:, ,