STILUS FRACTUS

Nowy początek (Arrival)

Trudno nie porównywać „Nowego początku” (Arrival) z niedawnym „Interstellar”, nawet jeśli podstawowe podobieństwo ujawnia się dopiero pod koniec. Podobny jest na pewno klimat obu filmów, choć Villeneuve zastosował nieco inne środki niż Nolan, wyraźnie bardziej minimalistyczne.

Ten jest niezwykle surowy, bardzo powolny, oszczędny w warstwie dźwiękowej, a w znacznej części w ogóle pozbawiony muzyki, pełen silnych, często klaustrofobicznych zbliżeń z bardzo małą głębią ostrości. Akcji tu niewiele: głównie się rozmawia, a raczej próbuje rozmawiać. I analizuje. O „Interstellar” można by powiedzieć, że ma epicki rozmach i jest zarazem przygnębiający. „Nowy początek” jest bardzo kameralny i zarazem zimny, miejscami wręcz zbliża się do horroru, ale nie ogląda się go jak mrocznej wizji przyszłości.

 

Nowy początek - Arrival - recenzja filmu

Całość jest nastrojowa, fascynująca i pomimo bardzo wolnego tempa wciąga. Do tego fabuła szybko zaczyna się gmatwać za sprawą dziwnych, poetyckich retrospekcji, które coraz mniej przypominają retrospekcje.

Jedyną wadą tego filmu, podobnie jak w „Interstellar”, jest nadmierna przewaga fiction nad science pod koniec. Dotąd nie przeszkadzały mi w kinie o wiele gorsze dziury w czasoprzestrzeni, bo nie zastanawiałem się nad nimi w trakcie seansu, ale gdy jakiś pomysł powtarza się po raz enty, trochę zaczyna to razić. I może jeszcze Jeremy Renner jako pan fizyk wydaje się zupełnie bez wyrazu, w przeciwieństwie do bardzo dobrej Amy Adams, ale nie przeszkadza.

Poza tym jednak to najlepszy z dotychczasowych znanych mi filmów o wizycie Obcych (nie zaliczam do nich horrorów i wojennych, w rodzaju „The Thing” i „Na skraju jutra”), na pewno lepszy na przykład od „Dnia, w którym zatrzymała się Ziemia” i filmowej wersji „Z Archiwum X”.

WYBRANE WPISY
Tagged in:, ,