STILUS FRACTUS

Gołąb też może spaść na głowę

Czy twoim zdaniem ktoś, kto skacze ze spadochronem z budynku, a nawet z samolotu nad miastem, nierozsądnie naraża życie innych? Serio?

Pod filmami na YouTubie z różnymi popisami regularnie natykam się na podobne wypowiedzi. Co będzie, jeśli się nie otworzy, jeśli zawieje wiatr, jeśli akurat nadjedzie samochód, jeśli śmiałek źle wymierzy – i tak dalej. Nawet sądy, zwłaszcza amerykańskie, szafują wyrokami za reckless endangerment, czyli brak poszanowania bezpieczeństwa innych, a przynajmniej domagają się ich prokuratorzy.

Telewizyjny bullshit

Dwain Weston przywalił w wingsuicie w most pełen ludzi. No i co? Wszyscy znaleźli się tam w jednym celu: obejrzeć, jak Dwain Weston z kumplem przelatują tuż nad mostem i pod nim. To tak, jakby oskarżać pilota o niebezpieczne ewolucje na pokazach akrobacji lotniczych. Tak samo wiedzieli, czego się spodziewać, wszyscy ci, którzy obserwowali chłopaków na moście na Aiguille du Midi.

Wspomniany kumpel Dave’a, Jeb Corliss, chciał skoczyć z Empire State Building. Złapali go, gdy pokonywał ogrodzenie zabezpieczające. I oczywiście wybuchła wielka awantura: co by było, gdyby mu się spadochron nie otworzył, co by było, gdyby go zniosło, co by było, gdyby spowodował wypadek komunikacyjny, i tak dalej. Nic takiego by nie było. Otworzyłby nad pustym obszarem, wiatr by go nie zniósł, bo przestudiował układ wiatrów i wybrał idealną pogodę, a pod samochód by nie wpadł, bo przestudiował także ruch uliczny. No chyba że ktoś przejechałby na czerwonym. A jako doświadczony skoczek B.A.S.E., w dobrych warunkach umiałby wylądować pincet razy z rzędu w kwadracie dwa metry na dwa metry, do tego na dole zapewne miał współpracowników, więc nikt by mu raczej nie wlazł w ostatniej chwili pod nogi. Jednak okazuje się, że narażał nawet… życie ratowników. Pewnie lina mogłaby pęknąć, jak to w TV.

Ze statystyką jeszcze nikt nie wygrał

Jasne, gówno chodzi po ludziach, więc jakieś tam ryzyko zawsze jest, ale bądźmy poważni: martwy gołąb na głowę też może spaść. W Piotrkowie czasem wyskakujemy nad miastem (w przypadku skoku z balonu – nawet z zamiarem lądowania w granicach miasta), ale realnie patrząc, szansa, że komukolwiek na ziemi stanie się krzywda, nie jest większa niż jeden do kilkudziesięciu milionów. Ryzyko śmierci podczas skoku po odliczeniu lądowań na wyczynowych czaszach to jeden do kilkuset tysięcy, średnie zagęszczenie ludności na ulicach – jedna osoba na kilkadziesiąt metrów kwadratowych, rachunek jest prosty. Czasem jeszcze może spaść kask albo but (sam raz straciłem oba sandały, bo po paru godzinach przerwy w wylotach nie zauważyłem, że ich nie zmieniłem, a stare rzepy nie wytrzymały, na szczęście było to nad polami), ale to już niewiele zmienia statystykę. Jeden do kilkudziesięciu milionów, nie więcej.

Na tej samej zasadzie można by zakazać szkolenia pilotów w aeroklubach. Takie loty są nieporównanie bardziej niebezpieczne dla ludzi na dole niż skoki, czy to tradycyjne, czy dobrze przygotowane typu B.A.S.E., a przecież nie każdy, kto próbuje zdobyć licencję, kiedyś stanie się pilotem samolotu pasażerskiego lub transportowego.

Przykłady można by mnożyć ad absurdum.

Sam pewnie jesteś nie lepszy, tylko o tym nie wiesz

Życie ogólnie jest śmiertelnie niebezpieczne, a ci, którzy protestują przeciwko takim zabawom, często dobrowolnie narażają siebie i innych na znacznie większe ryzyko, tylko nawet o tym nie wiedzą i myślą, że można wygrać na argumenty ze statystyką. Choćby przez to, że jeżdżą zimą na nieodpowiednich lub zbyt starych, a przez to nie dość elastycznych, oponach. Albo myślą, że trafili na świetną okazję, i kupują odpicowanego powypadkowego grata, który nie zachowuje się na drodze lub w razie kraksy tak, jak powinien. Albo gadają za kółkiem przez komórkę, mimo że nawet zestaw głośnomówiący działa jak dwa, trzy piwa, co ślicznie wychodzi w symulatorach. Albo prowadzą zbyt długo lub w stanie niewyspania, co ma podobny wpływ na bezpieczeństwo. Albo po prostu przekraczają dozwoloną prędkość, bo przecież wiedzą lepiej i w Polsce wszystkie ograniczenia są na wyrost, a im się śpieszy. I tak dalej.

WYBRANE WPISY