STILUS FRACTUS

Naprawdę chciałbyś być wiecznie młody?

Czy chciałbym być nieśmiertelny? Całe to religijne wudu związane ze śmiercią ani mnie ziębi, ani grzeje, a mimo to odpowiedź wcale nie jest taka prosta.

Przede wszystkim powstaje pytanie, o jaką nieśmiertelność chodzi. Być wiecznie młodym wśród śmiertelnych? Być jak Christopher Lambert w Nieśmiertelnym? A może o to, by ludzkość pokonała śmierć?

Ta trzecia możliwość, jeśli kiedykolwiek się ziści, będzie oznaczała dla ludzkości katastrofę. Są dwie opcje: albo powstanie kasta nielicznych uprzywilejowanych, albo każdy będzie nieśmiertelny i każdy będzie się bał wyjść z domu. Nawet jeśli we wszystkim, co brudne i niebezpieczne, zastąpią nas maszyny, niechybnie pojawią się prawa ograniczające do maksimum wszelką prywatność i wolność osobistą jednostki. Śmierci mózgu najpewniej nigdy nie pokonamy, raczej nigdy też nie uda się skopiować zawartości umysłu do specjalnie wyhodowanego klona, więc każdy będzie dbał o swoje życie jak współczesny rodzic o własne dziecko, albo nawet bardziej. W takim świecie nie chciałbym żyć.

Następnego Conora MacLeoda, wiadomo, też nie będziemy mieli, bo to już wudu, a jeślibym się nim stał, to raczej za sprawą sił nieczystych, a wtedy miałbym większy problem niż śmierć.

Czy zatem chciałbym może być wiecznie młody, choć śmiertelny, wśród śmiertelnych? Zostawiać przyjaciół, zanim poznają prawdę, zostawiać kolejne miłości? To najtrudniejsze pytanie.

Zawsze byłem typem samotnika, który nie opiera sensu istnienia na przyjaźniach, nigdy też nie chciałem mieć dzieci, więc takie życie mogę sobie wyobrazić. Ale miłość? Pytam dziewczyny, czy chciałaby, żebyśmy byli jak te dwa wampiry z Tylko kochankowie przeżyją… Nie. Bo inni by odchodzili, bo po dłuższym czasie pewnie też musielibyśmy żyć w oddaleniu i tylko czasami się spotykać.

Ale powiedzmy, że chciałaby dzielić ze mną wieczną młodość. I co wtedy? Też bałbym się wyjść z domu? Pojechać w góry, na narty, skoczyć ze spadochronem? Żyć w nieustannym strachu, co mogę stracić? Nawet jeśli gotów byłbym ryzykować wtedy życie, czy zostałoby miejsce na jakąkolwiek frajdę? Wątpię.

Tak, chciałbym być jak Christopher Lambert w Nieśmiertelnym, tyle że bez wudu. I nie sam. To jednak nigdy się nie ziści i mam nadzieję, że za mojego życia ludzkość nie pokona do końca śmierci. Chciałbym je tylko wydłużyć. Chociaż myślę, że świat już niedługo nie będzie taki fajny jak teraz, ale przecież nikt nikomu żyć do oporu nie każe.

WYBRANE WPISY