STILUS FRACTUS

Moonlight

„Moonlight” wchodzi do polskich kin 17 lutego, ale już w zeszłym tygodniu obejrzałem go na pokazie przedpremierowym. To skądinąd jeden z tych filmów, które wyjątkowo dobrze nadają się do oglądania w wolnej od popcornu sali kinowej.

Wbrew temu, co sugerują niektóre opisy, to nawet w części nie jest dramat więzienny ani powięzienny. Ot, dowiadujemy się po czasie, że jeden trafił do kuchni i mu się spodobało, a drugi trafił na dealera i po wyjściu stanął na skrzyżowaniu, by stopniowo awansować, przejmując styl innego dealera. To przede wszystkim obraz trudnego dzieciństwa z narkotykami w tle i homoseksualny wątek miłosny, skądinąd bardzo subtelny. Klasyka: szkoła z pozoru nie najgorsza, są nawet mundurki, chociaż najwyraźniej nieobowiązkowe, ale gangsta i tak kwitnie w najlepsze, matka pracująca, i to nie na ulicy, ale i tak ćpa, a po ojcu ani śladu.Moonlight - recenzja filmu

Fabuła rozgrywa się powoli, dialogi, skądinąd dość oszczędne, są celebrowane, na ekranie i w tle nie brakuje poezji i całość jest bardzo nastrojowa. Zdjęcia w każdym z trzech rozdziałów imitują inną analogową taśmę. Początkowo są jakby lekko zabarwione na zielono, a pod koniec bardzo ciepłe, miejscami malarsko przekontrastowione. (Tak też zawsze mi się kojarzyły klisze fotograficzne z lat 90. i początku tego wieku: Fuji – cokolwiek zielonkawa, Agfa – czerwona, Kodak, moja ulubiona, z „Gold” w nazwie – właśnie złocista, najcieplejsza z nich wszystkich). Kamera pracuje na wszelkie możliwe sposoby: a to siedzi nieruchomo na statywie, a to trzęsie się w ręku, a to krąży na steadicamie, ale ani przez chwilę nie miałem poczucia nadmiaru środków, jak choćby w „11 minut” Skolimowskiego albo „Helu”.

Moonlight - recenzja filmu

Zagrane jest to wszystko znakomicie, ale szczególnie wyróżniają się role matki (Naomi Harris, Moneypenny w najnowszych „Bondach”, która tam w zasadzie tylko ładnie się uśmiechała) i opiekuńczego dealera (Mahershala Ali), który niejako zastępuje małemu Chironowi ojca. Nominacje do Oscara zasłużone.

Moonlight - recenzja filmu

„Moonlight” do amerykańskich kin na dobre trafił w listopadzie i stał się jednym z najlepiej ocenianych filmów ostatnich lat. Może aż tak mnie nie zachwycił, żebym wybrał się na niego po raz drugi, a tym bardziej trzeci, co czasem mi się zdarza, ale to kawał porządnego kina, które oddziałuje na widza na wszelkich możliwych frontach. Trochę pod tym względem przypomina „Lion. Droga do domu”, chociaż nie jest to aż taki wyciskacz łez. Można by powiedzieć, że wszystkiego jest tu tyle, ile potrzeba, od słów poprzez tempo do audiowizualnych wodotrysków, nawet jeśli tych ostatnich chciałbym oglądać jeszcze więcej.

Moje wpisy o nowych filmach zebrane przez Mediakrytyk.pl.

WYBRANE WPISY
Tagged in:, ,