STILUS FRACTUS

Moje fantazje

Ula mówiła, żeby nie puszczać, bo poza nią moje fantazje nikogo nie zainteresują, ale co tam. Na zapchajdziury też jest miejsce, a ostatnio miałem dużo pracy i mało czasu na bloga. Zresztą bardzo lubię swoje fantazje. To pewnie dlatego, że od lat prawie nie gram.

Oto wybór z ostatnich lat.

OSACZENI PRZEZ OBCYCH

Chyba moja ulubiona. Jakiś kompleks fabryczny, 20–30 osób, w tym sporo dziewczyn, a jakże, pod ręką broń ze zbrojowni ochrony, no i Obcy. Tak, ci z filmów Scotta, Camerona, Finchera i Jeuneta. A tu trzeba jakoś przeżyć, zanim przybędzie armia (i dostanie łupnia). Kto ma dowodzić, jak nie ja? Ale pojawia się opozycja, a ja jestem jak Ripley w Czwórce: pół człowiekiem, pół Obcym, wytworem inżynierii genetycznej Predatorów, odpornym na działanie kwasu, który płynie w żyłach ksenomorfów. No to biorę ogon dopiero co zabitego potwora, wyciskam go nad kawałkiem metalu, a gdy ten się topi, oblewam kwasem własną dłoń. Nic się nie dzieje. Wtedy pada coś w rodzaju: „Chodźcie ze mną, jeśli chcecie żyć”. Potem czasem strzelamy, czasem uciekamy pociągiem, te klimaty.

OKO W OKO Z TYGRYSEM

Dwa tygrysy albo inne koty uciekają na aeroklubowym lotnisku z samolotu, który rozbił się na pasie. Panna (czasem moja, czasem nie moja) wraca z instruktorem po skoku tandemowym, a tamte biegną w jej kierunku. Nie waham się ani chwili, w biegu wyrywam ostrą aluminiową tyczkę, na której powiewają flagi wskazujące miejsce lądowania dla swooperów, wbijam ją w ostatniej chwili w nadbiegającego drapieżnika, drugiemu w locie wyrywam łapę ze stawu, a następnie spadam na niego całym ciężarem i łamię mu kręgosłup i żebra. A potem wywiady, wizyty w zakładach pracy… Żartowałem. Pierwszy, który podchodzi z kamerą, dostaje w ryja.

RATUNEK NA PUSTYNI

Panna pojechała do Maroka albo innej Tunezji. No i ją porwali, i trzymają w obozie na pustyni. Trzeba działać. Mam albo zdobywam kasę, dzięki swoim kontaktom z wojskiem znajduję najemników (albo własnych kumpli z wojska, do którego zresztą nigdy mnie nie wzięli) i robimy akcję. Wkradamy się, wykradamy, czasem kogoś zabijemy, czasem nie, jeszcze tylko ewakuacja do kraju, co jest pewnym problemem, w końcu jesteśmy tam nielegalnie.

NARNIA

Zupełnie jak w książkach, tyle że król Wojtek Pierwszy tym razem trafia tam sam. W nocy przed Wielką Bitwą dziwnym zrządzeniem magii trafia tam również panna, do której bez powodzenia startował. I się dziwuje tym wszystkim centaurom, którzy ją przywiedli do obozu, gadającym lwom i tak dalej. I oczywiście następnego dnia podziwia szarżę na zastępy Białej Czarownicy. Moja ulubiona scena w filmie.

SPORO TEGO BYŁO…

Czasem jestem premierem, którego konwój zostaje zaatakowany na Bliskim Wschodzie w drodze z lotniska do polskiej bazy, czasem coś takiego rozgrywa się w stolicy, innym razem prowadzę podwójne życie polityka i kontrowersyjnego muzyka i dobrze się bawię, czytając domysły niecierpiących mnie mediów z drugiej strony barykady. Ratuję też współpasażerów z katastrof lotniczych, unieszkodliwiam terrorystów w centrum handlowym, poskramiam wzrokiem dzikie zwierzęta, a nawet jestem wysłannikiem niebios wyznaczonym do walki z szatanem. I oczywiście wcielam się w postaci z filmów i książek.

Facet jednak potrzebuje gier i tyle.

WYBRANE WPISY