STILUS FRACTUS

Mieszkanie nowe czy stare, czyli z deszczu pod rynnę

Niedawno staliśmy przed dylematem: mieszkanie nowe czy stare, a ponieważ ewidentnie mieliśmy dość wielkiej płyty, wybór nie był trudny. Zwłaszcza że limity w MDM-ie w przypadku rynku wtórnego znacznie bardziej odstają od rzeczywistości, a PRL-owskie mieszkania za 30 lat mogą być problemem dla tych, którzy chcieliby skorzystać z odwróconej hipoteki. Nowe budownictwo skupia wokół siebie dość prężny ruch narzekaczy, ale zawsze twierdziłem, że w wielkiej płycie gorzej już być nie może. Nie żeby stare osiedla jako takie nie miały zalet.

DLACZEGO MAM DOSYĆ WIELKIEJ PŁYTY

Mimo wszystko nowe budynki i osiedla mają istotne wady. Oto małe porównanie po pół roku mieszkania w takim samodzielnym bloku.

WYKAŃCZANIE NOWYCH MIESZKAŃ TO MNIEJ HAŁASU, NIŻ TWORZĄ REMONTY NA BLOKOWISKU

Jest ciszej. Niby dość blisko ulicy, ale budowa bloku sprawia, że u nas jej nie słychać. Kilka wiertarek i szlifierek w nowym budynku to nic w porównaniu z wiecznymi remontami, wymianą okien i szlifowaniem balkonowych balustrad w pięciu 11-piętrowych cztero-, sześcioklatkowcach ustawionych na planie prostokąta.

AKUSTYCZNOŚĆ SPORA, ALE I TAK ZNACZNIE MNIEJSZA

Ludzie tu narzekają, że słychać kran u sąsiada, my także to słyszymy, ale tylko jeden, od umywalki, i to raczej cichy, podczas gdy w wielkiej płycie każdego dnia łącznie przez kilkadziesiąt minut mieliśmy w całym mieszkaniu prawdziwe tornado. Słychać też, jak ktoś wyżej chodzi boso, lądując bez sensu na pięcie, bo zaoszczędził na podkładzie, ale to też nic w porównaniu z wielką płytą, gdzie stropy są jeszcze cieńsze, betonowa podłoga nie ma dylatacji i normą wciąż jest odklejony i rozjechany parkiet.

OGÓLNIE JEST CISZEJ NIŻ NA WIĘKSZEJ CZĘŚCI POPRZEDNIEGO OSIEDLA

Czasem tylko przeszkadza buczenie dochodzące z pobliskiego zakładu, ale blednie ono na tle klimatyzatorów tak chwalonej na starszych osiedlach infrastruktury handlowej, które pracują 24/7. Jakby tego było mało, na połowie osiedla, na którym wcześniej mieszkałem, wieczorami słychać nieznośne wycie z fabryki oddalonej o… kilka kilometrów. Też 24/7. Odległość od przemysłu naprawdę nic nie znaczy.

No i nie ma trzepaków, chyba najgorszej zarazy. Także dzwonów nie słychać. I rury nie buczą zimą, zresztą są schowane. I autoalarmy wyją bardzo rzadko. I dookoła więcej lasu niż ogrodu, więc nie chodzą tyle z piłami łańcuchowymi. Poprzednio mieszkałem przed tak zwanym ogrodem osiedlowym. Ozdobne krzewy, kilometry żywopłotów – to ja już wolałbym beton, przynajmniej dopóki pracuję w domu. Mogliby jeszcze nie zdmuchiwać codziennie liści; nie wiem, komu one przeszkadzają, zwłaszcza gdy prawie ich nie ma.

MIEJSC PARKINGOWYCH OCZYWIŚCIE ZA MAŁO, ALE TYLKO DLATEGO, ŻE NIE MOŻNA PARKOWAĆ NA TRAWNIKU

Miejsc właściwie tyle co mieszkań, miejsc dla gości… cztery. Przynajmniej jest droga przeciwpożarowa dookoła bloku. Na razie nie ścigają. Na poprzednim osiedlu ludzie wzajemnie się zastawiali. W gruncie rzeczy i jedno, i drugie zaprojektowano prawidłowo, tylko co z tego, skoro samochodów na tysiąc mieszkańców mamy dwa razy więcej niż w Berlinie? Chociaż w tym nowszym można już było to uwzględnić.

PRZESTRZEŃ JEST NIEPORÓWNYWALNA

Ostatnio doszliśmy do wniosku, że dwa pokoje to zdecydowanie za mało dla pary, ale trzy pokoje o takim samym metrażu (na przykład na 45–50 m2), jak za Gierka, to też nieporozumienie. Tylko trochę lepiej jest w blokach z lat 80. Niby zdecydowanie wolę wydzieloną kuchnię od aneksu, ale chyba nie zamieniłbym 30-metrowego salonu, wysokiego na 2,75 m, na 15–20-metrowy i niższy, a do tego nieporównanie ciemniejszy. Zwłaszcza że ten pierwszy nie tylko pozwala sensownie rozstawić kolumny, ale ma też świetne akustycznie proporcje. I fotel z Ikei bez trudu mieści się w drzwiach do sypialni – drzwiach, które nie zamykają się same pod wpływem grawitacji.

PRZEZ PÓŁ ROKU TYLKO JEDNA KUPA NA CHODNIKU

Tam, gdzie jest stosunkowo mała wspólnota, ludzie bardziej się pilnują. Również otoczenie, w tym kamery, bardziej sprzyja czystości. Pewnie gorzej jest wokół nowych bloków, w których są tylko małe mieszkania, bo te większość lokatorów traktuje jako tymczasowe.

NIE CZUJĘ SIĘ JAK NA TYKAJĄCEJ BOMBIE, A PŁYTA INDUKCYJNA JEST SUPER

Najdurniejszy argument za wielką płytą, jaki słyszałem: jeśli w piwnicy wybuchnie gaz, to nowy budynek się zawali, wielka płyta natomiast w większej części przeżyje. Sorry, w nowych budynkach nie ma gazu. Zresztą nasz ma betonowy szkielet, też by się nie złożył. I też długo wytrzyma, a jest o wiele nowszy.

A płyta indukcyjna to naprawdę zajefajna sprawa.

NIESTETY, WPRAWDZIE ZIELENI PO HORYZONT NIE BRAKUJE, ALE CAŁA RESZTA…

Nie, nie chodzi mi o szkoły, przedszkola i żłobki, bo nie będą mi potrzebne, nawet o fryzjera, bo akurat ten jest w nowym bloku obok. Nawet Biedronkę mam pod nosem. Ale to tylko Biedronka, a nieco dalej Lidl – poza tym tragedia.

Na dobrze zaprojektowanym osiedlu z wielkiej płyty poranny rajd po sklepach można potraktować jako spacer: sklepów zatrzęsienie, z dala od ulicy, zawsze można wyskoczyć po cukierka, żeby wrócić po najdalej kilku minutach. A taka Biedronka? W sumie śmieszna oferta, kolejki, a do tego po drugiej stronie bardzo ruchliwej jezdni. Na spacer trzeba iść do pobliskiego lasu, co późnym wieczorem może nie być zbyt przyjemnym doświadczeniem, szczególnie dla kobiety.

Rozczarowuje też komunikacja. Niby są trzy linie autobusowe, ale trasy takie, że właściwie wszędzie trzeba się przesiadać, a częstotliwość każdej w szczycie to zaledwie trzy razy na godzinę. Wieczorne dziury w rozkładzie – do 50 minut. A po deszczu człowiek musi uważać, żeby go nie ochlapali w drodze do przystanku. Samochód niewiele lepszy, bo jeśli nie wpuszczą, wyjeżdża się nawet 10 minut. Tęsknię za szybką linią tramwajową do ścisłego centrum z tramwajami co kilka minut.

GRODZONE OSIEDLE TO MIMO WSZYSTKO PEWIEN OBCIACH I W OGÓLE TRZECI ŚWIAT

Mam nadzieję, że nowe prawo będzie działać również wstecz. Kamery, ewentualnie także ochrona, spokojnie wystarczą. Nawet chciałem czegoś niegrodzonego (byle nowego), ale po prostu się nie dało, w każdym razie nie w limicie MDM-u. Taka moda. Rynek wtórny wykluczyły właśnie limity. Naprawdę źle się z tym czuję.

*

Po pół roku w nowym bloku wiem jedno: gdy za parę lat będziemy (oby) zmieniali mieszkanie na większe, będę optował za niegrodzonym nowym lub w miarę nowym budownictwem na… osiedlu z wielkiej płyty. Gdyby nie ta odwrócona hipoteka, nie miałbym też zbyt silnych obiekcji przeciwko przedwojennej kamienicy w centrum, bo bez trudu znalazłbym coś w pobliżu większego parku i dobrze nadającego się do słuchania muzyki. Chociaż problemem byłby także gaz. Zresztą instalacja instalacją, a ludzie i tak korzystają z własnych butli, często nieszczelnych. Ile to razy straż nas budziła w środku nocy, bo coś się ulatniało… Musieliby też najpierw usunąć z tego centrum wszystkie stare piece i być może ograniczyć ruch samochodowy. Dla mnie mapy zanieczyszczeń to jednak istotne kryterium.

WYBRANE WPISY
Tagged in: