STILUS FRACTUS

Lekarstwo na życie (A Cure for Wellness)

Właściwie nie wiedziałem, czego się spodziewać, gdy szedłem na „Lekarstwo na życie” (A Cure for Wellness). Pod tytułem na stronie kina stoi jak byk: horror, a opis zaczyna się od słów „nowatorski thriller psychologiczny”. Na stronie filmu w Wikipedii jest mowa o horrorze-thrillerze psychologicznym, na IMDB.com widzę, że to „drama, fantasy, horror”. Wprowadzenie do fabuły sugeruje z kolei coś w rodzaju „supernatural horror”.

To zresztą jedna z zalet filmu: do końca nie wiemy, czy krwawa legenda jedynie wprowadza klimat i stała się zaczątkiem współczesnych wydarzeń, czy może faktycznie mamy do czynienia ze zjawiskami nadprzyrodzonymi, czy może wszystko, co niezwykłe, dzieje się w wyobraźni bohatera. A jest nim nadambitny przyszły rekin finansiery, który właśnie awansował i dostał zadanie pilnego sprowadzenia ze szwajcarskiego uzdrowiska jednego z szefów firmy. Tamten jednak najwyraźniej oszalał, o czym świadczy płomienny list o degeneracji współczesnego świata, w tym rzeczonej firmy.

Lekarstwo na życie - A Cure for Wellness - recenzja filmu

Film jest bardzo klimatyczny, ale długi i wyjątkowo powolny. Od razu mówię, że bardziej trzyma w niepewności, niż straszy. To jeden z bardzo nielicznych horrorów/thrillerów, na których ani razu nie podskoczyłem w fotelu, żałując, że nie mam w uszach zatyczek. Pod paroma względami przypomina mi „Wyspę tajemnic” Scorsesego, tyle że jest odrobinę bardziej baśniowy (głównie dzięki znakomitej, właśnie nieco baśniowej, chociaż zdecydowanie poważnej, muzyce). Bardzo duże wrażenie robią surowe alpejskie plenery i atmosfera starego zamku-szpitala, pełnego tradycyjnych, przedwojennych sprzętów do terapii wodnych, czemu sprzyjają chłodne, zielonkawe zdjęcia i bardzo pomysłowe ujęcia.

Lekarstwo na życie - A Cure for Wellness - recenzja filmu

Jeśli nie liczyć cokolwiek schematycznej, zdecydowanie banalnej końcówki i średnio oryginalnej fabuły, to jeden z lepszych horrorów ostatnich lat, tyle że zdecydowanie nie dla każdego. To jeden z tych filmów, które wymagają nastawienia na długi, nastrojowy seans w ciemnym kinie z dala od popcornu, rozmów i walących po oczach smartfonów – mnie się udało. I wbrew opisowi nie jest to żaden nowatorski thriller psychologiczny, w każdym razie nie mogę tego powiedzieć o fabule. Nie wiem, może poeta miał na myśli sposób narracji i czysto filmowe środki? Faktycznie: w tym gatunku, a może raczej połączeniu gatunków, nie przypominam sobie przykładu równie oszczędnego i zarazem stylowego dozowania napięcia. Szkoda tylko, że końcówka tak odstaje od reszty.

I znowu lepiej nie psuć sobie zabawy zwiastunem.

Moje wpisy o nowych filmach zebrane przez Mediakrytyk.pl.

WYBRANE WPISY
Tagged in:, ,