STILUS FRACTUS

Nie wierzę krytykom

Krytycy filmowi często okazują się zupełnie oderwani od oczekiwań typowego, a nawet wyrobionego widza. Dlaczego tak się dzieje?

Moim zdaniem nie tylko dlatego, że przez zboczenie zawodowe od pierwszej do ostatniej minuty szukają dziury w całym albo na odwrót: w imię obiektywizmu doszukują się na siłę zalet w gatunkach, które odbiegają od ich zainteresowań. Oni w trakcie seansu robią notatki.

Czy normalny widz analizuje na bieżąco logikę scenariusza? Czy fabuła może w pełni wciągnąć kogoś, kto tak robi? Czy można notować uwagi i naprawdę docenić atmosferę filmu? Moim zdaniem – nie. Nie pomagają w tym zwiastuny, których ja nie oglądam z zasady.

Zawsze mi się wydawało, że jestem dość wybredny, jeśli chodzi o filmy. Owszem, należę do tych, którym wizualna strona filmu i ogólnie atmosfera mogą zastąpić całą resztę, ale choć w kinie jestem średnio ze sto razy w roku, szerokim łukiem omijam największą papkę. Horrorów nie unikam, lecz oglądam może jeden na dziesięć, widziałem wszystkie części Iron Mana, ale już Łowcą czarownic i San Andreas nie byłem zainteresowany. Mimo to ilekroć po seansie (raczej nie przed) czytam w recenzji, jak to fabuła jest mało wciągająca i film się dłuży, zastanawiam się, co jest ze mną nie tak, że podoba mi się niemal wszystko, co oglądam.

Od dawna twierdziłem, że krytycy zwracają uwagę na rzeczy, na które normalnie nie zwraca się uwagi, a przynajmniej o których się nie myśli przed zakończeniem seansu, ale czasem trudno wytłumaczyć w ten sposób słabą ocenę filmu. Ostatnio jednak mnie olśniło. Otóż jeden z blogerów piszących o filmach (zupełnie hobbystycznie i raczej zdawkowo) uzasadniał przerwę w publikowaniu tym, że ma rękę w gipsie i nie może robić notatek.

Filmu w oczach kogoś, kto robi notatki, nie uratuje klimat. Nie wciągnie go fabuła, jeśli będzie pod tym względem zaledwie przyzwoita. Przecież niektóre filmy potrafi popsuć byle paczka czipsów kilka metrów dalej… Czytam, jak to recenzent nie kupuje przemiany bohatera, jak trudno się zaangażować w akcję przez jakieś nieprawdopodobieństwo, jak to fabuła jest przewidywalna i nie przyniosła żadnego zaskoczenia i tak dalej. Czy naprawdę trzeba się zastanawiać nad motywacją bohatera w trakcie seansu? Czy idiotyzmy związane z podróżami w czasie trzeba analizować na bieżąco, a to, że trudno ich nie wychwycić po wyjściu z kina, cokolwiek psuje w jakości rozrywki? I po co zgadywać, co się zaraz stanie? Większość nie ogląda filmów w ten sposób.

WYBRANE WPISY
Tagged in:,