STILUS FRACTUS

Dlaczego potrzebuję prawdziwego kina

Kino domowe czy tradycyjne? Uwielbiam siedzieć w kinie i potrzebuję go, żeby w ogóle obejrzeć film jednym ciągiem.

Naprawdę umiesz obejrzeć dwu-, trzygodzinny film w domu bez żadnych przerw, bez zerkania na komórkę, a tym bardziej odbierania rozmów, bez zaglądania do internetu, do kuchni i tak dalej? To ci zazdroszczę, bo ja nie umiem. Mogę wszystko powyłączać, a i tak nie obędzie się bez co najmniej jednej przerwy, choćby dlatego, że znacznie szybciej odczuwam odrętwienie. Siłą rzeczy przeszkadza to w skupieniu się na filmie i psuje wrażenie. Dlaczego tak mam?

Po prostu nie siadam przed ekranem z odpowiednim nastawieniem. Kino coś takiego mi zapewnia: jestem mentalnie przygotowany na dwie, trzy godziny w ciemności w oderwaniu od świata dookoła. Oczywiście, nie jestem jednym z tych cyfrowych ćpunów, którzy nie potrafią wysiedzieć bez sprawdzania w międzyczasie SMS-ów i wiadomości na Fejsie i walą innym po gałach.

Staram się też, jak tylko mogę, unikać popcornu. Jeśli akurat idę do kina, gdzie go dają, nigdy nie robię tego krótko po premierze ani w szczycie i siadam jak najdalej od reszty. No chyba że to jakaś Bridget Jones, wtedy niewiele mi przeszkadza. W moim ulubionym popcornu nie ma i widzowie zasadniczo starają się nie wadzić innym, w ostateczności reagują na prośby o ciszę. To nie multipleks w sobotę wieczorem, pełen prymitywnych tłuków w stanie wskazującym, do których nic nie dociera.

W domu natomiast, jakkolwiek dobre warunki sobie zapewnię i jakkolwiek będę walczył z pokusami internetu i lodówki, w najlepszym razie będę skazany na odgłosy sąsiadów i ulicy. I tu ujawnia się pewna przewaga komputera nad prawdziwym zestawem kina domowego. Jeśli postawię monitor na skraju biurka i rozsiądę się przed nim w fotelu, kąty patrzenia względem ekranu będą bardzo duże, a to w gruncie rzeczy najważniejsze. Teraz wystarczą dobre, odpowiednio izolujące od otoczenia słuchawki i symulacja dźwięku wielokanałowego. To dlatego hełmy wirtualnej rzeczywistości zapewniają takie wrażenia, również filmowe. Nie odetnę się od wszystkich dźwięków, ale będzie o to nieporównanie łatwiej niż wśród zestawu głośników 5.1–7.1, zwłaszcza że żaden projektor nie będzie mi szumiał nad głową. Nie będę też przeszkadzał sąsiadom.

Owszem, kino straciło w ostatnich latach jeden ze swoich magnesów – tradycyjną taśmę. Technika cyfrowa w warunkach kinowych, choć wciąż ma przewagę nad kinem domowym, w gruncie rzeczy nie zapewnia wiele więcej ponad klimat i to, co daje właśnie samo nastawienie. Akurat dla mnie to najważniejsze ze wszystkiego. Skądinąd krytykanctwo krytyków bierze się, moim zdaniem, w znacznej mierze stąd, że nie tylko analizują na bieżąco na przykład logikę scenariusza, ale też robią podczas seansu notatki. Normalnie filmów tak się nie ogląda i naprawdę niewiele trzeba, żeby nawet od takiego całkiem wciągającego powiało nudą. To zresztą jeden z powodów, dla których praktycznie nigdy nie oglądam zwiastunów.

WYBRANE WPISY
Tagged in:, ,