STILUS FRACTUS

Jak się nie zabić. Poradnik samobójcy niedoszłego

Dzisiaj będzie o tym, jak się nie zabić – poradnik samobójcy niedoszłego, rzecz o chybionych pomysłach na śmierć z własnej ręki. Nie traktujcie tego zbyt poważnie. Swoją drogą, może nawet ktoś po przeczytaniu tego tekstu się rozmyśli, a przynajmniej nie spadnie nikomu na głowę ani nie obsra lisa w lesie, więc siejcie, siejcie, siejcie.

KAŻDY CHCIAŁBY SZYBKO, SKUTECZNIE I ESTETYCZNIE, A TU KUPA

I to w dosłownym sensie, bo zwieracze puszczają niezależnie od tego, czy przedawkujesz herę czy laktulozę. W ogóle dziewczyny bardziej dbają o prezencję o śmierci i chętniej łykają (wybaczcie…), a my wolimy skakać. Tyle że skakać, tak żeby mieć pewność, nie bardzo jest z czego: u nas generalnie nisko, do tego im wyżej, tym lepsze zabezpieczenia, a skutki bardziej opłakane. Bo przegiąć w drugą stronę też nie chcesz, prawda?

NIE SKACZ Z WIEŻOWCA

Dziesięć pięter to czasem za mało, może nawet będziesz chodził, nawet jeśli nie walniesz w krzaczory albo zaparkowany pod blokiem samochód. Dwadzieścia kilka – wystarczająco dużo, by mieć pewność, ale też zbliżyć do prędkości granicznej na tyle, że człowiek wygląda prawie jak skoczkowie z World Trade Center. Zgugluj sobie wtc jumpers splattered bodies, tylko nie mów, że nie ostrzegałem. Zresztą ktoś jednak będzie cię musiał w takim stanie zidentyfikować.

Z MOSTU TEŻ LEPIEJ NIE SKACZ

Nawet z Golden Gate, mekki samobójców. Woda przy dużej prędkości niby jest prawie jak beton, ale przy sporym nieszczęściu można w nią bezpiecznie walnąć nawet przy grubo ponad 100 km na godzinę. Jest na YouTubie. Niektórzy tak właśnie lądują, choć wcale nie chcą. Ci, którzy przeżyli, często mówią, że jeszcze w powietrzu żałowali decyzji, a jeszcze bardziej żałowali po tym, jak się obudzili w szpitalu po operacji. Poza tym mogą cię od razu nie wyłowić, a wtedy będziesz wyglądał gorzej niż po skoku z wysokościowca, tyle że zrobisz się raczej okrągły niż płaski.

NIE LICZYŁBYM NA WSPÓŁCZESNE LEKI NASENNE

Na przykład zolpidem. To taki popularny, bardzo skutecznie i zarazem selektywnie działający środek. Bierzesz i zasypiasz, co najwyżej wsiądziesz we śnie za kierownicę (jeden z możliwych efektów ubocznych). Jeśli chcesz. Jeśli nie chcesz, to nie zasypiasz i w miarę normalnie funkcjonujesz, tyle że masz różne dziwne jazdy. Na tym polega ta selektywność działania. Ergo: trudno naprawdę przedawkować, bo trzeba by więcej niż całego opakowania, a przy takich ilościach pewnie zdążysz część wyrzygać, zanim się wchłonie. Niestety, jest ryzyko, że zapadniesz w śpiączkę. Nie chcesz tego, prawda?

DOBRZE WIESZAJĄ TYLKO W PIERDLU, A I TO NIE ZAWSZE

Najpewniej skończy się tym, że albo cię odratują z mocno niedotlenionym mózgiem, albo coś się urwie, być może z podobnym skutkiem, albo – jeśli będziesz starał się zrobić to profesjonalnie – urwie ci się głowa. Saddamowi urwało. Tak czy inaczej, puszczą ci wszystkie zwieracze i będzie lecieć, a z korkiem w tyłku chyba trudno wejść na krzesło, zresztą i tak wypadnie. Ale jak wolisz.

W ŁEB TEŻ SOBIE NIE PALNIESZ

Powiedzmy nawet, że masz już giwerę. Pomyśl jednak, że ludzie żyją po postrzałach z połową mózgu. Niektórzy nawet chodzą. Nie wygląda to najlepiej, a ze sztucera trudno ci będzie idealnie wycelować gdzie trzeba. Gnata i tak pewnie nie zdobędziesz, a jeśli komuś podbierzesz, to gość ma sprawę. Tego też nie chcesz, prawda?

PARACETAMOL JEST DLA DZIECI

Bardzo możliwe, że tylko rozwalisz sobie jakiś organ, a jeszcze trochę pożyjesz, ewentualnie umrzesz dopiero po kilku dniach albo tygodniach. To już polon lepszy, przynajmniej nie zdechniesz po kilku latach oczekiwania na przeszczep wątroby.

ZA BURTĘ TEŻ BYM NIE SKAKAŁ

Kiepski pomysł. Jeśli szybko cię nie znajdą – a kiedyś znajdą, bo wypłyniesz – będziesz wyglądał nie lepiej niż wtedy, gdy się zgubisz po skoku z mostu, a całość trwa podobno znacznie dłużej, niż zajmuje utrata oddechu. No i pewnie będziesz odruchowo walczyć, więc tym większa szansa, że jednak cię odratują, ale z mocno niedotlenionymi zwojami. Już lepiej będzie skoczyć niepostrzeżenie z promu do Szwecji w środku zimy, ale to na tyle długa wyprawa, że zdążysz się dziesięć razy rozmyślić, a spuchniesz niewiele mniej. Pamiętaj, ktoś będzie cię musiał zidentyfikować.

TYLKO NIE POCIĄG

Wtedy już naprawdę trzeba cię będzie zdrapywać, zresztą jeśli się rozmyślisz, a nie uciekniesz w porę, jest duża szansa, że skończysz na wózku. I pomyśl o maszyniście lub kierowcy. Już lepiej walnij w wiadukt własnym autem przy 200 na godzinę, byle na pustej jezdni. No tak, ten trup z Dojczu tyle nie wyciąga albo nie ma się gdzie rozpędzić… Niestety, nawet przy takiej prędkości może minąć sporo czasu, zanim wykitujesz. Ostatnio następny gość przeżył zderzenie z drzewem w wingsuicie, inny jeszcze długo był przytomny.

NIE MDLEJESZ NA WIDOK KRWI?

Możesz się pochlastać, ale chyba za dużo czasu do namysłu i na odratowanie, a w razie czego zostają blizny. No i trzeba się, kurde, ciąć. Większość facetów zemdleje, zanim skończy. To już lepiej spróbuj przedawkować tę herę, tylko że wtedy zapamiętają cię jako ćpuna, a zwieracze też będą ci puszczać przez godzinę.

Z TYM NIEOTWARCIEM SPADOCHRONU MOŻE SIĘ NIE UDAĆ

Chcesz zrobić to efektownie albo mieć w trakcie czas na zmianę decyzji? Już czytałem o takim pomyśle. Nawet jeśli zdołasz wsiąść do samolotu bez włączonego automatu, to i tak w ostatniej chwili otworzysz, czy to ze strachu, czy odruchowo, czy pod wpływem nagłego przypływu dopaminy. Może nawet wystarczająco późno i zarazem wcześnie, żeby wylądować na wózku. Zawsze możesz uszkodzić sobie i główny, i zapas, ale wtedy lepiej zadbaj o to, żeby wszyscy inni, z mechanikiem spadochronowym na czele, nie byli podejrzani. Ale i tak pewnie tego nie zrobisz. Ludzie, którzy skaczą, raczej się celowo nie zabijają. Poza tym wyglądałbyś nawet gorzej niż po skoku z 20-piętrowca, zwłaszcza że mogą cię naprawdę długo szukać. Albo nawet psi pierwsi cię znajdą.

Ale na kurs zawsze możesz się zapisać. Co najwyżej skoczysz z tego wieżowca dlatego, że chciałbyś ze spadochronem, a nie będziesz miał na bilety.

 

WYBRANE WPISY
Tagged in: