STILUS FRACTUS

Hardcore Henry

Widziałem już „Hardcore Henry’ego” i jeszcze mi się mózg gotuje. To nowatorskie skrzyżowanie „Mirror’s Edge” z „Duke Nukem”, tyle że na dużym ekranie. Zanim pójdziesz do kina, wyszukaj na YouTubie „Mirror’s Edge speedrun” i obejrzyj, najlepiej w słuchawkach. Jeśli cię nie zemdli, możesz iść, jeśli będziesz musiał przerwać, żeby nie puścić pawia, lepiej najpierw poćwicz. No chyba że to naprawdę nie twoje klimaty.

Jesteśmy w Moskwie. Zdaje się, że we współczesnej, choć technika niekiedy jakby z przyszłości. Samochody jednak dzisiejsze, a milicja wciąż jeździ starymi ładami. Henry budzi się w laboratorium bez ręki, nogi, pamięci i paru innych rzeczy, a jego – jak się okazuje – żona robi z niego cyborga, tak że po urazach prawie nie ma śladu. Zaraz robi się gorąco i trzeba uciekać. Henry’emu pomaga tajemniczy Jimmy w różnych postaciach: od menela poprzez zjaranego hippisa po brytyjskiego żołnierza z czasów II wojny światowej.

Hardcore Henry - recenzja filmu

Od początku do końca patrzymy oczami głównego bohatera. Tak, cały film nakręcono kamerą umieszczoną na głowie aktora, a raczej kaskadera. Nie jest to bynajmniej oryginalny pomysł; już parę lat temu na YouTubie można było obejrzeć świetnie zrealizowane krótkometrażowe filmy z serii „Biting Elbows”, w dokładnie tym samym gatunku, a wcześniej coś takiego oglądaliśmy we wspomnianej grze „Mirror’s Edge”. Jednak w normalnym kinie dotąd tego nie było, a przynajmniej ja nic nie kojarzę, jeśli nie liczyć krótkiej sceny w ekranizacji „Dooma”.

Przede wszystkim jest to porywający pokaz możliwości inscenizacyjnych, pracy kaskaderów i sztuki montażu. Henry okazuje się mistrzem parkouru, strzela dużo i celnie, a gdy nie strzela, rzuca przeciwnikami na prawo i lewo. Od czasu do czasu wydłubuje im to i owo. Nawet częściej to nim rzucają.

Wszystko to jest okraszone niesamowitym humorem niczym w „Duke Nukem”, tyle że Henry jest niemy jak Gordon Freeman z „Half-life’a”, bo nie zdążyli mu zainstalować modułu mowy. Cycki też są. Nie bez znaczenia jest to, że akcja rozgrywa się w Rosji, bo twórcy filmu umiejętnie wykorzystują lokalny folklor. Film zresztą, jak czytam, wzbudził tam powszechny entuzjazm zarówno widzów, jak i krytyki. Śmieszą nawet zręcznie dobrane pauzy w ścieżce dźwiękowej. Po prostu cudownie bezpretensjonalna rozwałka.

Hardcore Henry - recenzja filmu

Na widowni było ze 20 osób i wszyscy dotrwali do końca, ale podejrzewam, że wiedzieli, na co idą. Mimo długiej przerwy od gier nie miałem takich problemów z błędnikiem jak choćby w „Half-lifie” (przed zmianą kąta widzenia), w zasadzie było to po prostu wyczerpujące doświadczenie, choć zarazem niesamowite. Coś jak głośna impreza przy stroboskopach. Wydaje mi się, że warto siedzieć bardzo blisko, i to nie tylko ze względu na dość wąski kąt widzenia kamery. W razie czego spróbuj się po prostu przesiąść.

Może wybiorę się raz jeszcze.

WYBRANE WPISY
Tagged in:, ,