STILUS FRACTUS

Godziny snu a jakość życia

Grunt to spać w naturalnych dla siebie godzinach, a to, że można się przestawić na inne, bardziej tradycyjne, wcale nie oznacza, że jakość życia się od tego polepszy.

Ktoś kiedyś gdzieś polecał wstawanie o świcie jako gwarancję dobrego samopoczucia. Sorry, ale w roli rady uniwersalnej to zwyczajnie bzdura i nie uwzględnia ani naszej szerokości geograficznej, ani indywidualnych cech organizmu.

Co jest naturalne? Naturalny jest całkowity brak źródeł światła podczas snu. Naturalny jest średnio długi dzień przez cały rok, jak w kolebce człowieka, Afryce. Melatonina zaczyna się wydzielać krótko po zmroku, u każdego w różnym natężeniu. Zmrok zapada u nas nie później niż w okolicach 21 (według czasu letniego, przesuniętego w stosunku do słonecznego o godzinę do przodu), przez dużą część roku jest to znacznie wcześniej, nawet grubo przed 16. Zimą jasno robi się koło 8. Kładzenie się w styczniu o 19–20 samo w sobie byłoby nawet naturalne, gdyby nie to, że trzeba by wstawać o 3–4, na kilka godzin przed wschodem słońca. Z kolei wstawanie latem o tej 3–4 można by uznać za naturalne, gdyby nie to, że trzeba by się kłaść na parę godzin przed zmrokiem. Do tego nie każdy reaguje na niedobór światła słonecznego tak jak terroryzujące nas skowronki, więc niezależnie od miejsca na Ziemi nie ma czegoś takiego jak naturalne godziny snu.

Tak, mamy terror skowronków. Lekcje zaczynające się o 8 albo jeszcze wcześniej. Urzędy pracujące od 6–7  do 14–15. I tak dalej.

Zróżnicowanie reakcji na zapadnięcie zmroku w postaci wydzielania melatoniny to nie wszystko: jej stężenie może się utrzymywać krócej lub dłużej. Nocny marek, nawet jeśli zacznie się regularnie kłaść o 22 i spać do 6, prawdopodobnie nawet latem jeszcze długo po przebudzeniu będzie nieprzytomny, mimo że spał tyle co wcześniej. Dotyczy to zwłaszcza nastolatków, u których zmiany hormonalne potrafią przesunąć zegar biologiczny o wiele godzin do tyłu. Osobna kwestia to upodobania. Nie każdy umie czytać prozę w środkach transportu, przy dźwiękach kosiarek do trawy i odgłosach remontów; niektórzy potrzebują do tego wieczornego nastroju, ciszy. To późnym wieczorem kończą się przedstawienia teatralne. To późnym wieczorem nadaje się wiele spośród najciekawszych audycji radiowych. O ambitnych filmach w telewizji nie ma co wspominać, bo te są raczej przeznaczone dla cierpiących na bezsenność.

Rozpoczynanie lekcji o 8, skoro biznes i usługi pracują w dużej części od 9, a handel – od 10, zasługuje na to, by określić je reliktem z zeszłej epoki, już abstrahując od tego, że dzieci idą lub jadą do szkoły po ciemku. Coraz więcej ludzi musi wstawać wcześniej, niżby mogli. Trzeba zawieźć – a przynajmniej wyszykować – dziecko lub dzieci do szkoły na 8 i zostaje minimum godzina do rozpoczęcia pracy. Na szczęście coraz więcej pracodawców pozwala wybrać elastyczne godziny… Tak czy inaczej, są miejsca, gdzie czas rozpoczęcia lekcji jest lepiej dostosowany do współczesnej gospodarki. I fizjologii. Dla ilu z Was tak wczesne wstawanie nie było torturą? Ilu nie wstawało na budzik? Według najnowszych zaleceń godzina rozpoczynania lekcji powinna wraz z wiekiem ucznia przesuwać się stopniowo aż do 11. Spokojnie, mówimy o starszych nastolatkach; pierwsze klasy mogą zaczynać przed 9.

Kto nie może spać tyle, ile potrzebuje, niech przynajmniej spróbuje użyć smartbanda, który rozpozna lekką fazę snu i pozwoli wstać tak, aby przez kilka dalszych godzin nie zbierało się na wymioty.

WYBRANE WPISY