STILUS FRACTUS

Hitler w koloratce

Czego najbardziej nie lubię w reklamach, gdy już zdołają do mnie dotrzeć? To przede wszystkim intonacja i dobór głosów.

Reklamy muszą być, trudno, to podstawa modelu biznesowego większości stacji telewizyjnych, jak również witryn internetowych i kin. Wprawdzie samoczynnie uruchamiające się zagnieżdżone wideo na stronach Wyborcza.pl po tym, jak przeszli na HTML5 i już nie wystarczyło wyłączenie Flasha, byłoby dla mnie wystarczającym powodem, by zrezygnować z prenumeraty, ale akurat z tym łatwo sobie poradzić. Wystarczy odpowiednie rozszerzenie do przeglądarki, które zatrzymuje automatyczne uruchamianie wszelkich wtyczek. Pozostałych staram się nie blokować, choć zdaję sobie sprawę z tego, że z samego wyświetlania reklam nie ma żadnego pożytku, bo jeśli nie będzie wymiernego efektu, nie będzie sensu ich emitować.

Co innego wszelkie reklamy oparte na tekście mówionym, czy to w kinie, czy w radiu. Ta sztuczna intonacja, ten udawany entuzjazm jak po prochach, który kojarzy mi się z jakimś skrzyżowaniem Hitlera z księdzem… Albo to głębokie ciepło, ten charakterystyczny, uwodzący pomruk… Do tego większość głosów brzmi podobnie – i większość aktorów mówi w podobnie irytujący sposób. Kto wie, może to zaledwie kilka osób, a może szukają tylko takich? Aktorki niewiele lepsze. Ta przesadna miękkość, to pieszczenie twojej skóry słowami…

Ale już nie wiem, co we współczesnym radiu gorsze: reklamy czy ten słowotok, jaki w nim panuje. Jak to ktoś określił: jeszcze nigdy tak wielu nie powiedziało tak niewiele, mówiąc tak wiele.

W gruncie rzeczy reklamy mi nie przeszkadzają. Telewizji nie oglądam. Radia z jednym wyjątkiem nie słucham. Wtyczki w przeglądarce muszę uruchamiać ręcznie i w razie czego mam kontrolę nad dźwiękiem. Do kina, jeśli wiem, że będą reklamy, spóźniam się tyle, ile trzeba, z innych powodów omijam także zwiastuny. Na szczęście u nas jeszcze nie przerywają seansów. W niektórych kinach blok zawsze trwa tyle samo, w niektórych trzeba zapytać obsługę, powinna mieć pod ręką szczegółową listę. Dla mnie reklamy mogą trwać i 45 minut, co zresztą podobno się zdarza. Może nawet cały popcorn w tym czasie zeżrą. Byleby to nie było dwa razy dłużej niż normalnie, bo nie chce mi się tyle czekać pod salą.

Tylko w galeriach handlowych trudno ich uniknąć. Niedawno w ciągu 5 minut trzy razy słyszałem reklamę Saturna: na placu przed łódzką Manufakturą, w środku i w kiblu („Technologia tak ma” – jakby nie mogli powiedzieć normalnie „technika”). I to ma być skuteczne? Swoją drogą, do niedawna na placu leciały instrumentalne kawałki Purcella, teraz lecą reklamy. Znak czasu…

Chociaż do tych mobilnych mogliby strzelać.

WYBRANE WPISY