STILUS FRACTUS

Dlaczego Bond musi się przebrać, zanim usiądzie

Facet i garnitur to po prostu nie jest dobre połączenie. Czasem lepsze, czasem gorsze – zwykle gorsze. Nawet jeśli niektóre tak lubią.

Kobiety lubią także Colina Firtha, zwłaszcza w garniturze. Ja też lubię Colina Firtha w garniturze.

Zapewne nie wyglądasz jak Colin Firth. Może nawet lepiej wyglądasz nago, w końcu Apollo z niego taki sobie, ale nie da się ukryć, że gość jest stworzony do garnituru. Wysoki, smukły, przynajmniej na planie, ale wcale nie chudy, a zarazem nieprzypakowany. Także facjatę i akcent ma bardzo reprezentacyjne.

TYLKO NIEKTÓRE SYLWETKI PASUJĄ DO GARNITURU

Tyczka w garniturze wygląda o wiele gorzej niż w dobrze dobranych ciuchach. Paker też. I krótkie nogi. I bardzo długie nogi. I krzywe nogi. I mięsień piwny, nawet w zalążku. I szerokie biodra.

Żaden krawiec nie skoryguje niedoskonałości sylwetki tak skutecznie jak swobodny dobór ciuchów.

TYLKO NIEKTÓRE KROJE WYGLĄDAJĄ (NA NIEKTÓRYCH) DOBRZE

Większość jest odpowiednia dla polityków i innych dziadków. Tego, co noszą hollywoodzkie gwiazdy, w tym Colin Firth, taki Obama pewnie by nie założył.

GŁUPIO SIĘ WYGLĄDA NA SIEDZĄCO

Ostatnio usłyszałem argument, że przecież Daniel Craig w roli Bonda, zresztą mój ulubiony Bond, wygląda w garniturze świetnie.

Nie jestem pewien, czy aż świetnie, zresztą w internecie nie brakuje analiz możliwych poprawek, ale niech będzie. Tyle że… Craig ma osobne, dłuższe spodnie do scen, w których siedzi. Na przykład na motorze. Właśnie po to, żeby nie wyglądał pociesznie w podciągniętych nogawkach.

Widzę zdjęcie Obamy podczas rozmów z jakimś prezydentem i kilkanaście centymetrów skarpetki między butem a tradycyjnym szerokim mankietem. To nie jest cool. I jeszcze gość lubi, o zgrozo, zakładać nogę na nogę. Chociaż i tak jestem jego fanem. Zanim poznałem Ulę, byłem też fanem jego żony.

NO WŁAŚNIE, SKARPETKI

Czarne cienkie skarpety do pół łydki nie są cool, pogódź się z tym. W ogóle skarpety nie są cool, ale wiadomo, czasem trzeba. Niestety, jeszcze mniej cool są gołe łydki wystające spod garniturowych spodni. To, że facet bez spodni i w skarpetkach to katastrofa, też powinieneś już wiedzieć.

I TA DRUGA ZARAZA, KANTY

Myślałem ostatnio, żeby sobie sprawić jakiś nowoczesny garniak, koniecznie na miarę, ale to miał być raczej taki półgarniak własnego projektu: bez kołnierzyka (czy jak to nazwać) i właśnie bez kantów. No po prostu nie trawię. Nie wiem, może dlatego, że czasem oglądam garniturowe spodnie wyprasowane na kant w połączeniu ze sportową kurtką. Zwłaszcza na starych filmach. Nawet te cholerne dzwony miały kanty.

W OGÓLE DROGA IMPREZA

Prawda jest brutalna: albo szyjesz na miarę (bespoke), a przynajmniej częściowo na miarę (made to measure), albo wyglądasz jak przeciętny wujek na weselu. W najlepszym razie, o ile trafisz z sylwetką, wyglądasz tak sobie. Craig ma Toma Forda i świetnych krawców, a i tak wychodzi różnie, co pokazują choćby wspomniane artykuły na stronie Bond Suits. Do tego dolicz koszulę, oczywiście na miarę, krawaty i buty. A to tylko jeden komplet. Łącznie z materiałem, nawet niedrogim, poniżej trzech tysięcy nawet w mniejszym mieście raczej nie zejdziesz. Jeszcze płaszcz by się przydał.

Czyli i drogo, i bez gwarancji, że się uda.

DO TEGO NIEPRAKTYCZNE TO WSZYSTKO I NIEWYGODNE

Kieszeni mało i jakby ich nie było, każda plamka razi, trzeba uważać, chronić przed deszczem, łatwo zdefasonować – i jeszcze te krawaty i niewygodne buty, dobre tylko do tego, żeby się rozbijać taryfami. Ostatnio po 20 latach wróciłem do adidasów, bo chodzę tyle, że w normalnych miałem już dosyć.

No i przecież w razie czego nie założę na to wszystko sportowej kurtki. Niby powszechna praktyka, ale co to w ogóle jest? Prawie jak lakierki do szortów. Jeśli już wbijasz się w garnitur, to kup sobie od razu ten płaszcz, bo to nie komunia. Albo lepiej od razu kilka.

W OGÓLE NIE CIERPIĘ WSZELKIEGO UMUNDUROWANIA

Pewnie dlatego nie mógłbym też być skejtem pełną gębą ani innym metalem. Nigdy nie rozumiałem, dlaczego oni wszyscy się uparli, żeby wyglądać tak samo. Jeszcze nazywają to buntem i indywidualizmem. Nawet kasku jeden z drugim nie założy, bo mu się na czapeczkę nie zmieści i za bardzo loczki przykryje.

W wielu korpo pewnych kolorów nie założysz, zanim nie awansujesz. Masakra jakaś.

Na szczęście pracuję w domu. Wprawdzie myślę o zmianie branży, ale na pewno nie będzie to coś, co wymaga klasycznego garnituru. Jasne, na rozmowę w t-shircie i bojówkach albo dżinsach nie pójdę, ale znajdę coś pośredniego.

WYBRANE WPISY
Tagged in: