STILUS FRACTUS

Efekty specjalne w dolinie niesamowitości

Oglądaliście The Thing Carpentera? A niedawny prequel? Ciekawie wypada porównanie efektów specjalnych oraz ich wpływ na całokształt filmu.

Coś, choć początkowo nie najlepiej ocenione, z czasem zostało uznane za jeden z najlepszych horrorów, a wielu uważa ten film za jeden z najlepszych w ogóle. Od początku natomiast wrażenie robiły efekty specjalne, mimo że powstały jeszcze przed erą wszechobecnej techniki komputerowej. Film o tym samym tytule sprzed kilku lat, którego akcja kończy się tam, gdzie zaczyna fabuła pierwszego, już w pełni korzysta z dzisiejszych możliwości technicznych. I nawet jeśli efektom specjalnym trudno cokolwiek zarzucić, nowość na tle poprzednika wypada pod tym względem zaskakująco blado.

Czy to przez zjawisko podobne do uncanny valley, który to termin tłumaczy się jako dolina niesamowitości? Chodzi o to, że robot (cyborg, android) nadmiernie przypominający człowieka lub zbyt realistyczna animacja komputerowa, o ile ten realizm nie będzie naprawdę stuprocentowy, wywołają raczej dyskomfort niż sympatię lub podziw. Mimo że wcześniej uczucie sympatii do pewnego momentu rośnie, w miarę jak rezultat coraz bardziej zbliża się do rzeczywistości.

Efekty specjalne w pierwszym The Thing (1982) były skromne, bez choćby przenikania się ludzkich i obcych tkanek jak w Dwójce (2011), nie tak płynne, ale w gruncie rzeczy realistyczne. Widz wiedział, oczywiście, że to się nie dzieje naprawdę, lecz twórcy nie próbowali osiągnąć więcej, niż mogli osiągnąć za pomocą tradycyjnych środków. Drugie Coś przynosi natomiast fantastyczne efekty, które jednak sprawiają, że film wydaje się nieco syntetyczny, brakuje mu tej wizualnej surowości, spójności, a to się przekłada na całą resztę. Co z tego, że są w ogromnej mierze oparte na prawdziwych modelach? Moim zdaniem jest ich trochę za dużo i być może ten w sumie niewielki dodatek komputerowej obróbki wiele zmienia na niekorzyść.

Jeśli podziwiam animację, to siłą rzeczy mniej lub bardziej czuję, że to animacja, że oglądam film. Że to tylko film. W Jedynce efekty po prostu były i między innymi dlatego nawet po latach robi takie wrażenie, podobnie jak pierwszy Egzorcysta. Mniej często znaczy więcej, przynajmniej w horrorach. Chyba najlepszym przykładem jest japoński Ringu.

WYBRANE WPISY
Tagged in:, ,