STILUS FRACTUS

Dyskretny urok rzeczy martwych

Zastanawialiście się czasem, dlaczego wraz z nadejściem CD producenci kolumn zaczęli coraz częściej umożliwiać zdjęcie maskownic głośników i skąd się wziął renesans płyty winylowej?

Ludziom zaczęło brakować widoku kręcącej się czarnej płyty, a przecież kompakt, wyjąwszy nieliczne konstrukcje, chowało się w kieszeni odtwarzacza tak, że nie był widoczny. A także analogowych wskaźników wysterowania, światła dobywającego się z lampowych wzmacniaczy, wielkich szpul z taśmą.

Akurat ruch membran w przetwornikach z typowej odległości, w której słucha się muzyki, nie jest widoczny, ale tu chyba bardziej chodzi o poczucie pewnej sterylności odsłuchu, pewnej anonimowości źródła dźwięku, które wywołują maskownice w połączeniu z niewidocznym, nieruchomym, a nawet zdalnym nośnikiem i równie niewidoczną tranzystorową techniką we współczesnych wzmacniaczach. Zresztą i lampy w konstrukcjach lampowych dziś eksponuje się nieporównanie mocniej niż kiedyś.

Wciąż nas ciągnie do tradycyjnych książek, do fizycznych nośników muzyki, do lampowego audio, niezmiennie lubimy zapalić wieczorem świece w pokoju. Być może do łask wróci także kaligrafia, tak jak wraca choćby brzytwa i slow-food. Przesyt elektroniką, informacją i ogólnie tempem życia sprawia, że zaczynamy na powrót doceniać rzeczy, które wymagają pewnej celebracji, a płyta długogrająca, abstrahując od wszelkich mitów, które ją otaczają, i plus jeden do lansu, jest przy tym cały czas widoczna i wyraźnie widać jej obroty. Chyba nieprzypadkowo jej renesans nastąpił po tylu latach, gdy CD coraz bardziej ustępują komputerowym plikom i strumieniowaniu.

Tak samo celebracji sprzyja drukowana książka, a nawet płyta kompaktowa, jeśli jest efektownie wydana i zawiera obszerną książeczkę: teksty utworów, zdjęcia wykonawców, reprodukcje obrazów, analizy muzykologiczne.

Nie dotyczy to, rzecz jasna, oprogramowania – nawet gier. Owszem, fajnie mieć na półce kolekcję komputerowej klasyki, ale związane z tym niedogodności są zbyt duże, a i nie ma za bardzo czego celebrować: wirtualna zabawa raczej zwiększa tempo życia, niż pozwala odetchnąć.

Wieczór z winylem przy świetle lamp wzmacniacza, a może i świecach, naprzeciw eleganckich drewnianych kolumn, czy to z maskownicami, czy bez nich, do tego w otoczeniu książek, musi być bardzo przyjemnym doświadczeniem.

WYBRANE WPISY
Tagged in:, ,