STILUS FRACTUS

Viagrą AHC nie wyleczysz

Dlaczego leki są drogie? Wielu krytykuje firmy farmaceutyczne za chciwość niezależnie od tego, czy chodzi o tani w opracowaniu lek na wzdęcia czy bardzo drogi dla kilku tysięcy osób.

Czasem krytyka wydaje się słuszna, często jednak trafia jak kulą w płot. I nie tylko dlatego, że niektórym myli się przychód z zyskiem.

Skąd się biorą tak wysokie ceny niektórych leków?

Zacznijmy od tego, że rentowność firm farmaceutycznych, choć zasadniczo wysoka, nie jest jakoś szczególnie oszałamiająca. By osiągnąć kilkumiliardowy zysk, trzeba w tej branży ponieść co najmniej kilkunastomiliardowe koszty, przy czym wysokość tego zysku zawsze jest niepewna, choćby przez możliwe odszkodowania, które mogą sięgnąć nawet miliardów dolarów. Do tego ta rentowność nie może być zbyt niska, jeśli na badania nad lekami mają iść prywatne pieniądze, w przeciwnym razie pójdą gdzie indziej, tam gdzie zyski są większe.

Druga kwestia to rentowność kapitału przeznaczonego na badania nad mniej opłacalnymi lekami, stosowanymi w rzadkich chorobach. Już średni koszt opracowania nowego leku – z uwzględnieniem niewypałów – znacząco przekracza miliard dolarów. Najpierw poszukuje się odpowiedniej substancji, którą dopiero trzeba zsyntetyzować, potem następują wieloletnie badania na organizmach coraz bliższych człowiekowi, później testy kliniczne na ludziach, a na końcu czekają długotrwałe i kosztowne procedury wprowadzenia preparatu na rynek. Koszty produkcji i dystrybucji to zaledwie niewielki ułamek wszystkich.

Ile twoim zdaniem powinien kosztować państwową służbę zdrowia przygotowany za miliardy dolarów lek na chorobę, na którą na całym świecie cierpi kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt tysięcy osób? Pamiętaj przy tym, że większość nie mogłaby liczyć na refundację nawet wtedy, gdyby kosztował kilka dolarów za dawkę, a nie kilka, kilkadziesiąt tysięcy, bo żyje w krajach Trzeciego Świata. Spora część nawet nie wie, na co choruje, i że można to leczyć.

Moim zdaniem, dopóki cena jest jako tako dostosowana do możliwości służby zdrowia w poszczególnych krajach, wszystko jest w porządku. Zdarza się nawet, że lek drogi na Zachodzie producent w niektórych miejscach na świecie zapewnia za darmo, choć szkoda, że nie jest to regułą. To, że na przykład polskie ministerstwo woli wydać więcej na leczenie skutków niesprowadzania leku nowej generacji (czy to zdrowotnych, czy społecznych), niż sumarycznie wydałoby na lek, albo rząd, by nie zrazić wyborców, boi się podnieść składkę zdrowotną choćby tylko proporcjonalnie do tego, co płacą obywatele bardziej rozwiniętych krajów, nie jest winą ani problemem producenta. Za większość leków Polska płaci o wiele mniej niż najbogatsi, Ministerstwo Zdrowia wręcz się tym chwali. Z drugiej strony trudno się dziwić oporom producentów przed takim różnicowaniem cen: chyba każdy już słyszał, dlaczego w polskich aptekach brakuje tylu leków, mimo że hurtownie cały czas sprowadzają je wręcz w nadmiarze.

Psioczyć można co najwyżej na konkretne przypadki, takie jak właśnie zapowiedziany (i już odwołany) wzrost ceny Daraprimu, stosowanego w leczeniu chorych na AIDS, z 13,5 dol. do 750 dol. (Jeszcze mogę uwierzyć, że producent praktycznie na nim nie zarabia, a nawet akceptuje pewne straty, ale bez przesady…) Raczej nie dotyczy to leków na rzadkie choroby kosztujących tysiące dolarów za dawkę, bo akurat one są znacznie mniej opłacalne od względnie taniej Viagry.

WYBRANE WPISY