STILUS FRACTUS

Czym jest prawdziwa męskość?

Niby czym jest prawdziwa męskość? Prawie każdy facet używa czasem słów „To niemęskie”, ale pewnie prawie każdy ma coś, co rozśmieszyłoby innego obrońcę męskości. Bo co to, kurde, znaczy „męskość”? Czy samo szukanie potwierdzenia swojej męskości nie świadczy o problemie z jej poczuciem? Czy „prawdziwy mężczyzna” musi cokolwiek udowadniać i czy cokolwiek może temu poczuciu zaszkodzić?

Zawsze najbardziej mnie śmieszyło przywiązywanie się do trzeciorzędnych cech płciowych. Wyzwie taki od wydepilowanych pipek z okładek kolorowych magazynów, a gdyby dobrze poszukać, pewnie znalazłby się zaskakujący powód. Sorry, ale naprawdę nie powinno ci to robić różnicy. Jeśli lubisz swoje kudły, super, masz jeden problem z głowy i tyle. Jeszcze rozumiem samo golenie i w ogóle spędzanie dużych ilości czasu przed lustrem, ale brak włosów na klacie jako taki, bo ktoś sobie przejechał laserem i ma święty spokój? Najwyraźniej on miał z czego tracić.

Czy golenie klaty jest niemęskie? A włosów pod pachami? Z tym to nawet elitarni komandosi jakoś nie mają problemu. Czy wystarczy być brodatym „drwalem” w bojówkach i ciężkich butach, żeby zasłużyć sobie na miano prawdziwego mężczyzny? (Pomińmy taki drobiazg, że dzisiejsza moda na brody oznacza więcej czasu przed lustrem, niż wymaga golenie). Pewnie nie, ale powiedzmy, że nasz „drwal” to prawdziwy twardziel: silny, odważny, ale… nieodpowiedzialny. Niejedna przez takich mówi, że dzisiaj już nie ma prawdziwych mężczyzn, są tylko duzi chłopcy. No ale inny „drwal” jest silny, odważny, mądry, odpowiedzialny, tyle że… boi się latania. Albo ma lęk wysokości. Albo klaustrofobię. Albo się boi pająków lub w ogóle owadów. Albo igieł – i mdleje na widok krwi. Ktoś inny nie ma żadnych fobii, z samolotu wysiada w powietrzu jak z tramwaju, i to nawet w środku mroźnej zimy, biega w pełnym słońcu, gdy w cieniu jest prawie 40 stopni, też nosi głównie bojówki, ale jest takim dużym chłopcem, który chciałby całe życie tylko robić sobie dobrze, zdarza mu się rozkleić, goli się codziennie i nie wychodzi na słońce bez pięćdziesiątki na ryju, bo nie śpieszy mu się do zmarszczek. Czy jest mniej męski? A czy prawdziwy facet musi umieć walczyć? Obsługiwać broń palną i polować? Być zdolnym do 20-kilometrowego biegu na zawołanie? A jeśli miał to wszystko, ale kontuzja uniemożliwia mu skuteczną walkę lub daleki bieg? Przestaje być prawdziwym mężczyzną?

Przykłady można by mnożyć ad absurdum.

Nie ma „stuprocentowych” mężczyzn, każdy mniej lub bardziej udaje, a przynajmniej musi pokonywać swoje ograniczenia. A im ktoś bardziej epatuje swoją męskością, tym najwyraźniej mocniej musi się starać. Tak samo każdy homofob naraża się na podejrzenie o to, że jest po prostu kryptogejem, a przynajmniej boi się swojego homoseksualnego pierwiastka, choćby przez byle sen, Tak samo wszelka fizyczna agresja najczęściej świadczy jedynie o głębokich kompleksach.

Prawie nikt z nas nie będzie musiał przechodzić w swoim życiu najtrudniejszych sprawdzianów męskości, na przykład bronić gołymi rękoma swojej kobiety przed atakującym tygrysem, a ci, którzy jednak mają okazję… patrz wyżej.

WYBRANE WPISY