STILUS FRACTUS

Czy policja powinna ścigać i strzelać

Czy policja powinna ścigać po ulicach tych, którzy nie zatrzymują się do kontroli, albo nawet do nich strzelać? Raz po raz czytam komentarze o tym, jak to idioci w mundurach narażają osoby postronne, ale co by było, gdyby ograniczano się do blokowania dróg? Ano to by było, że piraci drogowi poczuliby się bezkarnie, zwłaszcza ci na motocyklach, którzy szaleją z zasłoniętymi tablicami. A jest ich stosunkowo mało między innymi dlatego, że policja nie stoi biernie i trzeba się liczyć z tym, że będą gonić i że padną strzały.

Z drugiej strony wiadomo, jak takie strzelanie wygląda w praktyce. Oto przykład z wpisu „Wolny dostęp do broni palnej” sprzed paru dni:

Cztery lata temu dwóch policjantów w Nowym Jorku z bliskiej odległości (jeden – około 2 m, drugi – mniej więcej 4 m) wystrzeliło 16 kul w kierunku uzbrojonego człowieka: 10 trafiło w cel, 3 trafiły bezpośrednio w przechodniów, sześć innych osób zostało rannych, na szczęście lekko, od rykoszetów i odłamków. Trzy lata temu dwaj inni funkcjonariusze NYPD trzykrotnie strzelili z równie małej odległości w kierunku podejrzanego (jak się później okazało – nieuzbrojonego). Wcześniej długo celowali, ale zamiast w niego trafili dwie przypadkowe osoby. Polscy strzelają jeszcze mniej, czego efekt można było niedawno obejrzeć na YouTubie. Ci celowali – a przynajmniej trafili – w nogi, ale przy okazji podziurawili ścianę kamienicy. Strzałów łącznie padło kilkanaście.

W najlepszym razie kierowca oberwie w plecy zamiast w oponę, jak kilkanaście lat temu pewien motocyklista, który jechał bez uprawnień. Może jednak oberwać Bogu ducha winny pasażer, jak w tej sławnej akcji z pomylonymi samochodami, gdy młody kierowca, myśląc, że to napad, próbował uciekać. Albo przechodzień. Jeszcze raz: amerykańscy policjanci, którzy podobno ćwiczą często, bliska odległość, a i tak dziewięć postronnych osób rannych.

Dlatego mimo wszystko jestem przeciwnikiem strzelania przez policję w takich sytuacjach, przynajmniej w terenie zabudowanym, ale zwolennikiem pościgów. To kwestia wyważenia korzyści i strat, czysto statystyczna, a nic lepszego od statystyki nie mamy. Policyjne pościgi zdarzają się niemal codziennie i rzadko kończą się tragedią, a strzały padają rzadko, a i tak już wiele razy obrywał nie ten, który powinien oberwać, lub ten, który miał oberwać, oberwał nie tam, gdzie miał oberwać, na przykład w plecy zamiast w oponę. Na tej samej zasadzie pozwalamy karetkom przejeżdżać na czerwonym, oczywiście pod warunkiem zachowania szczególnej ostrożności. Czasem jednak następuje kraksa, ale jakoś mniej osób protestuje przeciw uprzywilejowaniu karetek…

Strzelać zawsze można w bardziej sprzyjających okolicznościach w trakcie pościgu albo na przygotowanej blokadzie, ale nie w korku. Podejrzewam zresztą, że większość tych, którzy „próbują potrącić policjanta”, zakłada, że funkcjonariusz po prostu uskoczy.

WYBRANE WPISY
Tagged in:,