STILUS FRACTUS

Na pewno wiesz, jak brzmią twoje płyty?

Niedawno chciałem kupić drugie słuchawki. Beyerdynamiki. Zahaczyłem o RTV Euro AGD. Bardzo młody sprzedawca z działu ze słuchawkami sprawdza w komputerze, czy mają wybrany model na stanie. Chyba się zapytał, dlaczego te, no to mówię mu, że potrzebuję drugich dla dziewczyny, by wspólnie oglądać filmy, i że już takie kiedyś miałem, ale popsułem. I że sam używam AKG 550… Nie słyszał o firmie AKG, ale jego zdaniem najlepsze robi… Razer.

Gdyby nie sprzedawali Beyerdynamiców, pewnie nie słyszałby także o tej firmie. Jasne, AKG, Sennheiser i Beyerdynamic też robią tanie i beznadziejne słuchawki, ale przecież nie o to chodzi.

Kiepski sprzęt, kiepskie nagrania, gołe ściany, a do tego korekcja…

…i to nie w tę stronę co trzeba. Nie ma dnia, żebym na ulicy nie minął jakiegoś młodzieńca słuchającego muzyki ze smartfona przy uchu albo w ręku. W najlepszym razie używa taki mniej lub bardziej gównianych słuchawek, rzadko podłączonych do choćby przyzwoitego wyjścia, ustawia jakieś dziwne efekty dźwiękowe i puszcza przez to polski hip-hop, nagrany chałupniczym sposobem przez ziomala, któremu się wydaje, że wystarczy wykleić kilka desek wytłoczkami do jajek, by mieć kabinę do nagrywania wokalu. W domu – to samo, tyle że z laptopa albo mikrowieży i kolumn umieszczonych gdzieś w rogach pod sufitem, często na różnej wysokości. Albo i komputerowych głośniczków gdzieś przy monitorze. I w czterech mniej lub bardziej gołych ścianach.

A jak się dzisiaj nagrywa muzykę – wiadomo: często pod kątem właśnie najbardziej gównianego sprzętu przenośnego. To oznacza już nie tylko ograniczoną w wyniku loudness-war dynamikę. I potem taki Creative wymyśla technikę X-Fi Crystalizer, która zwiększa tę dynamikę, przy okazji dodając góry i psując parę rzeczy. Błędne koło.

Zresztą brzmienie większości reedycji „remastered” – a raczej tylko te są dostępne w usługach strumieniowania – jest nie do przyjęcia dla kogoś, kto zna dźwięk oryginalnych wydań. Niedawno chciałem posłuchać w Spotify pewnego rockowego utworu – nie mogłem uwierzyć w to, co słyszę. Suche dane o dynamice nie pozostawiają wątpliwości: stosunek wartości RMS (ang. root mean square – pierwiastek kwadratowy ze średniej potęg) do wartości szczytowej w nowszych wydaniach spadł średnio niemal dwukrotnie. Nawet w miarę dynamiczne albumy, takie jak „Random Access Memories” Daft Punk, dopiero na winylu rozwijają skrzydła (przy czym jest to zasługa nie samej czarnej płyty, a dźwiękowców, którzy longplaye kierują po prostu do bardziej wymagającego odbiorcy, a nie do posiadaczy smartfonów i Spotify).

Nawet zapaleni audiofile wyrzucają mnóstwo kasy w błoto, doszukując się subtelnych, często nieistniejących, zmian w dźwięku, który ze względu na wpływ pomieszczenia i tak nie ma wiele wspólnego z faktycznym brzmieniem ich urządzeń.

Czym się kończy słuchanie kiepsko nagranej muzyki za pośrednictwem kiepskiego sprzętu, do tego z użyciem korektora graficznego i różnych efektów, czy to przez słuchawki, czy w kiepskim i niezaadaptowanym akustycznie pokoju? Najlepszy sprzęt w najlepszym pomieszczeniu odtwarzający najlepiej zrealizowane nagranie będzie delikwentowi obcinał bas, obcinał górę i brzmiał płasko.

Za mało klawesynu w klawesynie

Miałem sąsiada, miłośnika klawesynu. Jak brzmi klawesyn, chyba każdy wie: przede wszystkim mało dołu i dużo góry. No ale sąsiadowi i tak było mało, więc przekręcał gałkę regulacji wysokich tonów do oporu w prawo. Nie żeby miał ubytek słuchu – od dzieciństwa tak robił, bo po prostu zawsze lubił wysokie tony, i się przyzwyczaił, wtedy zresztą było to powszechne zjawisko. Ja w tym praktycznie nie słyszałem żadnej linii melodycznej, tylko jeden wielki zgrzyt.

Kupiłem niedawno słuchawki do rozmów telefonicznych i co najwyżej bardzo okazjonalnego słuchania muzyki, więc już nie bawiłem się w testy. Wybrałem w ciemno polecany model. Miały grać w raczej stonowany sposób i lekko basowo, choć wciąż w miarę neutralnie. I co? Jedna wielka kupa dudniącego basu, do muzyki nie nadają się zupełnie. A ludzie tak je chwalą…

Jeśliby taki „miłośnik basu” choć raz usłyszał nieskompresowany bas w profesjonalnie zaadaptowanym pomieszczeniu odsłuchowym albo w słuchawkach… Pewnie już nie chciałby go podbijać. Niestety, takich rzeczy w typowych nagraniach nie znajdzie. Naprawdę warto posłuchać 29. ścieżki z testowej płyty Chesky Records, choćby w tym MP3. Najlepiej głośno i w porządnych słuchawkach, bo nawet pokój o idealnych proporcjach może zmasakrować różnice dynamiczne, niezależnie od ustawienia sprzętu.

Gra przede wszystkim pomieszczenie

Jak pokój wpływa na brzmienie, w tym pogłos, pokazałem we wpisie „Wpływ pomieszczenia na jakość dźwięku”. Dla przypomnienia wykres w zakresie 250–6000 Hz wygenerowany na podstawie pomiaru wykonanego w 19-metrowym pokoju przy podstawowym wyposażeniu (tylko kanapa, fotele, kolekcja płyt, brak zasłon, goła podłoga):

RT60 - podstawowe wyposazenie

Sama odpowiedź tego pomieszczenia poniżej 250 Hz wraz z efektem nakładania się fal odbitych z bezpośrednimi w optymalnym ustawieniu kolumn wygląda tak (wykres pochodzi z artykułu „Ustawienie kolumn głośnikowych a jakość basu”):

Wpływ pomieszczenia na jakość dźwięku

Wpływ pomieszczenia na jakość dźwięku

Jak widać, średnica wybrzmiewa nawet przez 0,65–0,75 s, o wiele za długo, zwłaszcza w przypadku muzyki nieakustycznej, i o 0,2–0,25 s dłużej od nieco wyższych częstotliwości (powyżej 4–5 kHz przestaje to mieć praktyczne znaczenie), a bas nawet po wielu próbach z mikrofonem pomiarowym w roli głównej gdzieniegdzie dudni. (Uwaga: 3 dB mniej lub więcej oznacza dwukrotną różnicę w natężeniu dźwięku, a 8–10 dB – dwukrotną różnicę w subiektywnie postrzeganej głośności, wyrażonej w sonach, przy czym słuch nie działa jak mikrofon, a instrumenty nie grają wyłącznie dźwiękami podstawowymi, więc słyszalne różnice sięgają raczej kilku–kilkunastu decybeli, nie kilkudziesięciu). Dołóżmy do tego typowe podbarwienie dołu i średnicy wprowadzane przez tani sprzęt, zwłaszcza kierowany do młodego odbiorcy, oraz efekty przypadkowego ustawienia kolumn – i już wiadomo, w czym problem. Bas dudni i przysłania średnicę, średnica też jest podbarwiona, no to trzeba podbić górę. Oczywiście, nie prowadzi to do wyrównania się wykresu, wręcz przeciwnie.

Druga natura człowieka

Do każdego dźwięku można się przyzwyczaić. Jeśli będziesz przekonany, że wytłoczki do jajek poprawią brzmienie, to będzie ci się podobało choćby nie wiem co, nawet gdy przetłumisz pomieszczenie (bo nic innego w ten sposób nie osiągniesz). Tak działa placebo. Jeżeli – na odwrót – będziesz podkręcał „soprany” przy gołych ścianach, z czasem najbardziej neutralnie brzmiący zestaw zacznie obcinać górę. Jest też dobra wiadomość: jeśli nie lubisz neutralnego brzmienia, z czasem możesz je polubić.

Oczywiście, jeżeli z jakichś powodów jedyna dostępna opcja to kolumny w rogach pod sufitem i gołe ściany, w ogóle bez regulacji pewnie się nie obejdzie. Tylko pamiętaj, że na ucho nic nie poprawisz, jeśli nie masz utrwalonego neutralnego punktu odniesienia.

WYBRANE WPISY
Tagged in:, ,