STILUS FRACTUS

Czesław – historia nieznana

Czesław ma trzydzieści pięć lat, robi w magazynie, mieszka z matką w dużym mieście, ojciec powiesił się na klamce w kiblu, gdy Czesław był mały. Mówi, że ma chujowe imię. Pod oknem ma salon fryzjerski, też „Czesław”.

Matka, stara hipiska, która nie uznaje dezodorantów i nie goli się nawet pod pachami, od zawsze ubierała go głównie w beże (chujowe), żółcie (pedalskie) i brązy (chujowe, a do tego pedalskie), słowem: wszystkie z wyjątkiem różu, fioletu i tych zajebistych. W szkole miał przesrane.

Na osiedlowej siłowni też Czesława nie lubili, szybko dostał wpierdol, więc dał sobie spokój i zaczął pozować na intelektualistę. Kiedyś ustawił sobie na Gadu-Gadu cytat Alberta Schweitzera o „Sztuce fugi” Bacha: „Niezmienny, poważny świat, pusty i nieruchomy, bez koloru, bez światła, bez ruchu”. Następnego dnia dostał przez to wpierdol, dlatego więcej się nie wychylał. Na osiemnastkę mama kupiła mu wieżę Technicsa, żeby sobie słuchał tego swojego baroka, ale dwupaskowy dres piętro wyżej zdenerwował się i mu zagroził, że dostanie wpierdol, więc Czesław kupił sobie słuchawki.

I tak regularnie dostaje. Na szczęście ominęło go wojsko, bo zdał na historię, a potem już nie było poboru.

Wcześniej, pod koniec liceum, Czesław schlał się na imprezie. Kumple namówili osiedlową puszczalską, też przepisowo nawaloną, żeby mu dała, bo prawiczek, wiadomo. On, jak to prawiczek, szuka dziury i w końcu jakąś znajduje. Panna w ryj – i na tym się skończyło.

Jego pierwszą dziewczyną, już po studiach, była Magda z sąsiedniego osiedla. A właściwie nie była. Bardzo chciała stracić cnotę. Za pierwszym razem nie wyszło, bo Czesław skończył jeszcze w spodniach. Za drugim usłyszał, że powinien się umyć. Mama nie nauczyła, to skąd miał wiedzieć. Ona wszędzie czuła kwiaty. W każdym razie na tym się skończyło.

Pięć lat później dowie się, że ma stulejkę i że to nie jest normalne, gdy napletek nie odchodzi. Operuje go doktor Zawada. Od tego momentu Czesław może już normalnie bzykać.

Tagged in: