STILUS FRACTUS

Czas przecieka mi przez palce

Czas przecieka mi przez palce – i chociaż coraz mocniej czuję, że mam go coraz mniej, coraz bardziej to zlewam.

I nie jest to żaden marazm.

W ogóle czas z wiekiem przyspiesza, co zresztą psychologia zdążyła już uzasadnić po prostu rosnącym poczuciem bliskości końca. Dla nastolatka 65 lat jest o wiele bardziej abstrakcyjną liczbą niż 40 lat dla 40-latka, to wszystko. Tak więc im człowiek starszy, tym bardziej zaczyna mu się śpieszyć, a z drugiej strony tym bardziej chciałby mieć po prostu święty spokój, nawet jeśli nie dają mu się we znaki głośne, domagające się uwagi dzieci i ględząca żona.

Fragment ostatniego wpisu na blogu Skrycki.net, o wartości czasu. To przez niego te wynurzenia.

W którym miejscu jesteś? Ile przed tobą? Pewnie jeszcze większość i możesz sobie powiedzieć: mam czas. Może i tak, ale na moją wyobraźnię działa co innego: ile książek zdążę jeszcze przeczytać do końca życia? […] 5 książek rocznie. Przez 60 lat. Daje do łącznie jedynie 300 książek. I koniec. Umierasz. Już nigdy się nie dowiesz, co było w reszcie. […] Łatwo to pytanie zadać również w innych kontekstach. Ile krajów do końca życia zwiedzę? Ile razy się zakocham? Ile razy wykąpię się nago w jeziorze? Ile razy zgodzę się wbrew swojej woli, bo nie jestem asertywny? Ile numerów od dziewczyn w autobusie wyciągnę?

PROCENT OD STU PROCENT

W zasadzie wpis sprowadza się do pochwały „zdrowego egoizmu”, ale spójrzmy z innej strony na zacytowany fragment. No bo co za różnica, czy przeczytam 300 książek czy 150, skoro tylko tych, które warto znać, zostanie kilkanaście, kilkadziesiąt tysięcy? Ile krajów można zwiedzić tak, żeby faktycznie je poznać, i czy turystyka autokarowa, a nawet autostopowa, różni się wiele od zdjęć w internecie i artykułów w Wikipedii? W czym kilkudziesięciosekundowy skok ze spadochronem jest lepszy od seksu, a nawet niewiele krótszego orgazmu, poza tym, że to zawsze jakieś urozmaicenie? W nadmiarze podobno też się może znudzić.

Gdybym nie musiał pracować, a miał mnóstwo pieniędzy, pewnie dużo bym czytał, dużo podróżował, mieszkał w różnych mniej lub bardziej egzotycznych miejscach i skakał B.A.S.E., ale jednocześnie jestem coraz bardziej przekonany o tym, że cały sens życia – załóżmy chwilowo, że można to nazwać sensem – sprowadza się do robienia tego, na co akurat ma się ochotę, choćby to było nicnierobienie.

Ile jeszcze głupich filmików obejrzę na YouTubie i ile razy będzie mi dane wstawać z łóżka przez godzinę albo półtorej?

BYLEBYŚ ROBIŁ SOBIE DOBRZE

Powiedzmy to wprost: przekazywanie genów nie jest sensem życia. Ludzkość wcześniej czy później czeka zagłada, jak każdy gatunek, zresztą dzieci wcale nie dają gwarancji, że doczekasz się wnuków. Rozwój medycyny i postęp techniczny mogą tylko przyspieszyć tę zagładę i zapewne nawet nie będzie trzeba czekać, aż ewolucja zrobi swoje albo nastąpi jakiś globalny kataklizm.

Domyślam się, że fajnie jest mieć dzieci, przynajmniej jeśli nie trzeba harować dla nich na dwa etaty, ale o to właśnie chodzi: masz ochotę na dzieci, to rób dzieci. Masz ochotę spać do 10 i wstawać o 11, to śpij do 10 i wstawaj o 11, kończ pracę pod wieczór i chodź do kina na 22.30 plus reklamy. Chce ci się zasuwać po to, żeby raz w roku pojechać w jakieś egzotyczne miejsce albo co tydzień skakać ze spadochronem, to zasuwaj i oszczędzaj. Jeśli wystarczą ci gry komputerowe, filmiki wieczorem przy piwie albo winie i tylko parę skoków w miesiącu – nic moim zdaniem nie tracisz. Nawet skoki nie są ci do niczego potrzebne – i mówi to ktoś, kto z odpowiednią kasą pewnie już dawno skakałby B.A.S.E., a nie tylko raz na jakiś czas z samolotu, i robił pińcet innych rzeczy.

Niemożność robienia tylu fajnych rzeczy może i jest frustrująca, ale z wiekiem strata wydaje mi się, paradoksalnie, coraz mniejsza.

ŻYCIE JEST RÓWNIE FAJNE, CO BEZ SENSU

Ot, wybryk ewolucji, rezultat przypadkowej reakcji chemicznej, po którym nic nas nie czeka, skazany na unicestwienie, podtrzymywany instynktem rozrodczym. Po prostu nie mamy nic lepszego do roboty, niż zapewnić sobie w tym czasie maksimum przyjemności, cokolwiek to będzie, choćby działalność społeczna, co kto lubi. Miłość, seks, dzieci, książki, gapienie się bez sensu w okno przy winie i muzyce, gry komputerowe, sporty ekstremalne, szachy, poker, kino, wędkowanie, podróże – w sumie jeden pies. Niektórym nie chce się na to zarabiać i stwierdzają, że fun factor jest zbyt niski, albo mają za mało serotoniny, żeby się z czegokolwiek cieszyć, więc się wieszają albo skaczą z mostu – i nie jestem pewien, czy tak znowu wiele tracą.

To, że czas przecieka ci przez palce, jeszcze nie znaczy, że przecieka ci życie.

WYBRANE WPISY