STILUS FRACTUS

Może i lustro kłamie, ale zdjęcie też

Co kłamie: lustro czy zdjęcia? Podobno to zdjęcia nie kłamią, a w przypadku lustra działa efekt przyzwyczajenia do odwróconej symetrii. Na pewno?

Ja na zdjęciach zwykle wychodzę fatalnie, niezależnie od ogniskowej, a swoje odbicie lubię. Nie wyglądam też tragicznie, gdy sfotografuję to swoje odbicie, oczywiście patrząc w obiektyw. Czyżby właśnie dlatego, że zdjęcie odbicia też pokazuje odwrócony obraz? Czyżbym jednak faktycznie wyglądał o tyle gorzej?

Oto cytat z artykułu w witrynie Wyborcza.pl (8.12.2015):

No dobrze, jak w takim razie ów człowieczek ma się do tego, że nie znosimy własnych zdjęć, a możemy na siebie patrzeć w lustrze? Otóż powiedzmy od razu: lustro kłamie. Ale my lubimy to kłamstwo, bo widzimy je bardzo często. Odpowiada za to mechanizm psychologiczny opisany w latach 60. XX wieku przez psychologa Roberta Zajonca. Nazwał go efektem czystej ekspozycji. Mówiąc w skrócie: im więcej razy coś widzimy/słyszmy, tym bardziej to lubimy. […] Lustro odwraca strony lewą z prawą i tak wyobrażamy sobie samych siebie. Zdjęcie pokazuje co innego. Dlatego wydaje się nam, że jesteśmy na nim jacyś niesymetryczni. Za to postrzegamy się lepiej na zdjęciu odwróconym wokół pionowej osi symetrii o 180 stopni.

Moim zdaniem aż tak źle nie jest.

Zdjęcie odbicia wygląda przyzwoicie także dzięki temu, że efektywna odległość od obiektywu do twarzy jest znacznie większa niż odległość od obiektywu do lustra. Korzystne światło, duża odległość – wystarczy. Owszem, odwrócenie wzdłuż osi pionowej zdjęcia wykonanego tylnym (!) aparatem smartfona z pozycji lustra (z odległości 1 m) w moim przypadku wiele zmienia, ale tylko w ten sposób, że zmniejsza asymetrię. Pomimo tego zabiegu wyglądam niewiele lepiej – i wciąż nieporównanie gorzej niż w lustrze.

Warto przeprowadzić inny eksperyment. Weź kogoś, kto nie cierpi swojej twarzy na zdjęciach, a może nawet faktycznie źle na nich wychodzi, stań z nim przed lustrem, przyjrzyj się jego odbiciu, a następnie stań naprzeciwko niego między nim a lustrem. Stawiam na to, że bliżej będzie mu do tego, co widać w lustrze, niż do człowieka na zdjęciu.

To nie tylko kwestia przyzwyczajenia do takiego a takiego kierunku asymetrii.

Zdjęcia przez samą swoją dwuwymiarowość zacierają rysy i podkreślają każdą asymetrię, a w lustrze widzimy się przecież trójwymiarowo. Ponadto aparat rozjaśnia i pociemnia inaczej niż ludzki wzrok, a im większe prześwietlenia na skórze lub zbyt mało rozproszonego światła, tym szkody większe. W przypadku selfie wykonywanych smartfonem problemem jest także – a nawet przede wszystkim – zbyt szeroki kąt. Z kolei niekorzystnego efektu na zdjęciach paszportowych już nie można złożyć na karb nieodpowiedniego obiektywu, ale tu winiłbym także po prostu nienaturalne światło, czy to lampy błyskowej, czy tych zewnętrznych: bardzo z przodu i bardzo nierozproszone.

Nieprzypadkowo na niektórych zdjęciach mimo wszystko wychodzimy równie dobrze jak w lustrze.

Podsumowując, odwrócenie symetrii, do której człowiek jest przyzwyczajony, to moim zdaniem tylko jedna z przyczyn tego, że na zdjęciach, nawet tych wąskokątnych i wykonanych w naturalnym świetle, większość wychodzi gorzej. Co najmniej równie ważny jest chyba brak trójwymiaru, który zapewnia lustro, i to, co aparat robi z rozkładem światła. Poza tym podejrzewam, że przyzwyczajenie do odwróconej symetrii ma nie mniejszy wpływ na postrzeganie swojego wizerunku niż szok po przywróceniu tej właściwej. O ile lustro faktycznie poprawia rzeczywistość, o tyle fotografia mocno ją psuje. To choćby dlatego inni nie widzą w naszych twarzach rzeczy, które nam zdają się wystarczającym powodem do operacji. Widzisz w lustrze lekką asymetrię, na zdjęciu ryj wygląda, jakby granat w nim wybuchł, a inni nawet nie zwrócą na to uwagi. Nikt mi nie wmówi, że tylko lustro zniekształca, a fotografia – już nie.

WYBRANE WPISY
Tagged in:,