STILUS FRACTUS

Co jest nie tak z „Mr. Robot”

„Mr. Robot” jest chwalony za techniczną wiarygodność, za którą stoi zespół konsultantów, a mimo to niektóre rzeczy śmieszą.

Tak, po kilkunastu latach znów zacząłem oglądać seriale. Prawie dwa lata temu pisałem o tym, dlaczego ich nie oglądam, ale teraz skusiły mnie cyberpunkowe klimaty, całkiem filmowe zdjęcia, dostępność wszystkich odcinków w wersji bez lektora i oceny. Wcześniej w innym miejscu obejrzałem „Westworld”. Telewizji ani telewizora dalej nie mam.

SZEWC BEZ BUTÓW CHODZI, CZYLI JAK ZHAKOWAĆ HAKERA

Jasne, nie ma tu takich bzdur jak w „Hakerach” z Angeliną Jolie i wielu innych filmach, ale to wciąż dobry przykład tego, jak Hollywood potrafi nagiąć rzeczywistość po to, żeby popchnąć akcję do przodu. Tak samo w „Marsjaninie” podobno zgadza się wszystko poza samą przyczyną nieszczęścia, czyli wichurą na Marsie (chociaż w książce chyba jest tak samo).

Wpadek techniczno-logicznych pewnie było więcej, ale się nie znam. Tylko pierwszy sezon.

1.

Ktoś wali do drzwi, a Elliot odchodzi od komputera, do którego jest zalogowany, żeby otworzyć, zresztą nawet nie spojrzawszy, kto się dobija. Nie wylogowuje się nawet wtedy, gdy musi wyjść z psem, a w pokoju siedzi dwóch oprychów, dla których musi coś zrobić.

2.

Elliot hakuje wszystkich jak leci. Raz po raz słyszymy zza kadru jego wywody o banalnych, krótkich hasłach, łatwych do odgadnięcia albo złamania metodą siłową, opartą na czystej mocy obliczeniowej. Innym razem mówi o niemożliwym do złamania 256-bitowym szyfrze AES. Co sam robi? Gdy archiwizuje swoje wyczyny na CD, zabezpiecza je zaledwie ośmioznakowym hasłem. To dzisiaj mało, i to niezależnie od przypadkowości ciągu znaków, a do tego mówimy o fizycznym dostępie do pliku, co zapewnia maksymalną szybkość łamania.

3.

Gość z Allsafe dostaje zadanie: wpuścić syf do firmowej sieci. Wystarczy włożyć CD do napędu. Napęd optyczny, i to z włączonym autostartem, w firmie zajmującej się cyberbezpieczeństwem? W innym odcinku w ten sam sposób, tyle że za pomocą pendrajwa, Elliot włamuje się do więziennej sieci. Sam zresztą ma w kompie CD z włączonym autostartem. Najwyraźniej także w uniksach jest to problem.

4.

Panna wchodzi wczesnym rankiem do Allsafe z tą samą płytą. W firmie, która musi na bieżąco odpierać ataki na sieci swoich klientów, nie ma dosłownie nikogo. Kamer najwyraźniej też nie ma.

5.

Po skończonej robocie hakerzy przewiercają dyski twarde, a do tego palą je w spalarni zwierząt. Akcja pierwszego sezonu dzieje się chyba w 2015 roku. Dlaczego współczesny haker miałby używać, zwłaszcza w terenie, powolnego HDD, nośnika talerzowego, trudnego do zniszczenia, z którego bardzo łatwo odtworzyć dane (abstrahując od szyfrowania), zamiast nieporównanie szybszego i łatwiejszego do zniszczenia półprzewodnikowego SSD, z którego po byle awarii bardzo trudno cokolwiek odzyskać? Do przechowywania pirackich filmów o jakości Blu-ray?

6.

W jednym z odcinków Elliot w ataku paniki wyciąga z telefonu i płyt głównych wszystko, co mogłoby przechowywać jakiekolwiek dane, łącznie z jakimś przylutowanym układem, i wrzuca do mikrofalówki.

Wszystko?

Nie widziałem, żeby potraktował w ten sposób RAM. A przecież szybkie przełożenie modułów pamięci (niekiedy nawet po kilku minutach od odłączenia prądu), zwłaszcza po ich schłodzeniu, do innego komputera pozwala odczytać z nich dane, łącznie z kluczami szyfrującymi dane na nośnikach. Z drugiej strony byłoby dziwne, gdyby haker tej klasy nie szyfrował także pamięci operacyjnej.

Czyżby zdawał sobie sprawę z tego, że hasła ma do niczego? A może chodziło o to, żeby nie odpowiadać za nieudostępnienie służbom hasła do przejętego nośnika?

Nawet bym to kupił, gdyby nie to, że Elliot z telefonu wyciąga wyłącznie karty, a dysk twardy z laptopa (znowu: dlaczego nie SSD?) razem z modułem pamięci wrzuca razem z płytą główną (i chyba dyskiem twardym) od komputera stacjonarnego do foliowego worka, by nagle się zatrzymać i sięgnąć na półkę po zdjęcie z dzieciństwa.

Dla mnie to pomieszanie z poplątaniem. Dysku twardego nie wystarczy przewiercić, zwłaszcza że Elliot wierci, zdaje się, wyłącznie w elektronice, a to właśnie nośnik danych, szczególnie talerzowy, jest największym problemem, choćby z dziurawym talerzem.

ALE ŚMIESZĄ NIE TYLKO DZIURY W LOGICE

Zresztą na tle hollywoodzkiej średniej to w sumie nic nieznaczące drobiazgi. Nawet bardziej śmieszą niektóre dialogi, skonstruowane tak, żeby nieobeznany w temacie widz wiedział, o co chodzi. Sorry, ale nikt w branży nie powiedziałby przykładowo „This is a DoS attack”, raczej „This is DoS” (w tłumaczeniu, które widziałem, wyszło jeszcze gorzej: „To atak typu DoS”). Inny przykład:

„I see you’re running Gnome… You know, I’m actually on KDE myself. I know this desktop environment is supposed to be better but…”.

Przecież mało kto wie, że mowa o środowiskach graficznych, prawda? Ale czy widz musi wszystko rozumieć? Nie może się od czasu do czasu domyślić? Większość i tak wszystkiego nie załapie, a pozostałych uszy bolą.

PRZEKŁAD NIE POMAGA

Już pal licho ten „atak typu DoS”. Tłumaczenie (napisy) w wersji Showmaxa, które włączam bardziej na wszelki wypadek i z którego korzystam (sporadycznie) raczej odruchowo niż z potrzeby, też miejscami zadziwia. Zacytowany wcześniej fragment „I know this desktop environment [Gnome] is supposed to be better” przetłumaczono jako „Wiem, że graficznie [KDE] mogłoby być lepsze”. Z kolei „I’m reverse-engineering malware” zmieniło się na „Przywracam zabezpieczenia”. Nawet skali Fahrenheita nie zamienili na skalę Celsjusza, w rezultacie wyszły bzdury. Zdarzyły się nawet wręcz sprzeczne przekłady pewnego dialogu i jego przypomnienia w sekcji „W poprzednim odcinku” (różni tłumacze?). A ile kwiatków przegapiłem, bo akurat nie patrzyłem na napisy?

Ale to dzisiaj norma. Wiadomo, byle szybciej, byle taniej.

WYBRANE WPISY