STILUS FRACTUS

Bieganie w upale

Bieganie w upale, gdy temperatura powietrza w cieniu przekracza temperaturę ciała, nawet w pełnym słońcu, wcale nie musi być niebezpieczne ani nie wymaga specjalnego treningu w saunie.

Biegam zarówno w największe mrozy, jak i w największe upały. Niewątpliwie przyjemniej robi się to przy minus 20. Wystarczy koszulka termoaktywna i cienka bluza przeciwwiatrowa: zanim człowiek zdąży zmarznąć, już się rozgrzeje, ale nie na tyle, by się spocić. Pozostaje dobrać intensywność biegu do kondycji, tak żeby oddychać co najwyżej odrobinę szybciej niż w trakcie marszu. Co jednak zrobić, gdy temperatura nawet rano przekracza 30 stopni w cieniu?

NIE BĄDŹ MIĘCZAK

Już lekki jogging w ukropie niewątpliwie do najprzyjemniejszych nie należy. Twarz płonie, pot leje się strumieniami. Największym jednak problemem jest ryzyko udaru cieplnego. Czyli co, pozostaje tylko rower na płaskim, i to bladym świtem?

Uczestnicy biegu Badwater w Dolinie Śmierci rywalizują pod bezchmurnym niebem w temperaturze sięgającej w cieniu niemal 50 stopni Celsjusza, całkowity dystans wynosi 217 km przy łącznym przewyższeniu sięgającym kilku tysięcy metrów, a najlepsi schodzą w ostatnich latach poniżej 23 godzin. Trenują w saunie, trenują na bieżni mechanicznej w rozgrzanych pomieszczeniach. Ale to elita elit, której towarzyszą własne ekipy techniczne w samochodach. Czy kilkadziesiąt minut w zaledwie trzydziestu kilku stopniach to dla amatora dużo?

Spokojnie mógłbyś zabiegać antylopę na śmierć, jak twoi przodkowie. Bo się pocisz i w ten sposób bardzo skutecznie regulujesz ciepłotę ciała. Jeśli tylko pijesz odpowiednio dużo, do rozwiązania pozostaje kwestia temperatury mózgu.

A GŁOWĘ ŁATWO SCHŁODZIĆ

Wystarczy polewać ją zimną wodą. Kiedy ostatnio biegałem o 14 w pełnym słońcu po tym, jak temperatura w cieniu sięgnęła 36 stopni Celsjusza, wziąłem dwa bidony: jeden z zimną wodą do picia (już po kilku minutach była zaledwie letnia) i jeden ze zmrożoną do polewania głowy i szyi (a przy okazji – koszulki). Nie jestem żadnym zaprawionym w bojach długodystansowcem, rzadko biegam więcej niż 5–6 km co drugi, trzeci dzień i staram się nie przekraczać 10 km, bo robię to wyłącznie dla zdrowia, ale takie polewanie sprawiło, że pierwsze pół godziny biegło mi się wręcz komfortowo. Dopiero potem, gdy trafiłem na prawdziwą patelnię z górką pośrodku, a woda od słońca, dłoni i ciągłego otwierania stała się ciepła, zrobiło się dość ciężko.

Następnym razem po prostu owinąłem szczelnie bidony aluminiową folią. Wewnętrzna warstwa przylegała błyszczącą stroną do butelki, a zewnętrzna była skierowana błyszczącą stroną na zewnątrz. (Oczywiście, najprościej będzie użyć nowoczesnego, błyskawicznie otwierającego się termosu, ale pomyślałem o tym dopiero po jakimś czasie). Inne rozwiązania, które przychodzą mi do głowy, to zaangażować członka rodziny, który po pierwszej pętli zniesie zapas wody prosto z lodówki, lub po prostu zostawić trzeci bidon, również ze zmrożoną wodą i w jakiejś izolacji (albo właśnie termos), gdzieś pod płotem w cieniu. Na 40–50-minutowy bieg spokojnie jednak wystarczy na przykład bidon i termos, to co najwyżej kwestia ciężaru.

WYBRANE WPISY
Tagged in:, , ,