STILUS FRACTUS

Bezpieczeństwo a swobody obywatelskie

W imię walki z terroryzmem i w ogóle przestępczością coraz bardziej ogranicza się wolność jednostki. Kontrole, podsłuchy, kamery – końca nie widać. A ludzie wolą żyć ułudą bezpieczeństwa i nie docenią swobód, które mają, dopóki zupełnie ich nie stracą. Chociaż większość pewnie nawet nie zauważy.

Życie samo w sobie nie jest bezpieczne. Na drodze, zwłaszcza w Polsce, nie znasz dnia ani godziny, choćbyś nie wiem jak ostrożnie jechał. Na ulicy możesz dostać nożem albo siekierą bez najmniejszego powodu. A może jakiś psychiczny odkręci gaz w piwnicy i wysadzi cały blok, jak w Gdańsku.

Terrorysta też zawsze znajdzie sposób. Kontrola poczty elektronicznej? Od tego mamy szyfrowanie wiadomości. Podsłuchiwanie rozmów, SMS-ów i obowiązkowa rejestracja telefonów? Od tego mamy szyfrowanie wiadomości. Zakazu szyfrowania nie da się skutecznie wprowadzić. W najlepszym razie zamiast dużych zorganizowanych zamachów będziemy mieli więcej pojedynczych samotnych wilków. W razie potrzeby będą machać nożami, zamiast strzelać.

Politycy, by zaspokoić potrzebę ułudy bezpieczeństwa, zrobią wszystko, a przy okazji zapewnią sobie większą władzę nad społeczeństwem.

Czy statystyczna poprawa bezpieczeństwa w wyniku totalnej inwigilacji o jakieś pojedyncze procenty, bo na więcej nie można liczyć, jest warta tego, by się godzić na ograniczanie swobód obywatelskich? By rezygnować z tego, o co walczyły całe pokolenia, za co ginęły? A przecież z każdym kolejnym ustępstwem będzie coraz łatwiej o następne.

Kamery na głównych ulicach miasta – w porządku, ale już dłuższe przechowywanie zapisu, rozpoznawanie twarzy, rejestrowanie dźwięku – moim zdaniem nie warto.

Życie w ogóle jest niebezpieczne. Śmiertelnie.

WYBRANE WPISY