STILUS FRACTUS

Młodzież, sport i gry komputerowe

Czy można powiedzieć, że młodzieżowy sport przegrywa z grami komputerowymi? Moim zdaniem jest wręcz przeciwnie.

Kilka lat temu brałem udział w internetowej dyskusji o tym, że młodzi ludzie już nie garną się do sportu. Padła teza, że wśród młodzieży nie ma zainteresowania żadnym sportem, że jest leniwa i że ma co innego do roboty, na przykład gry komputerowe. Że jeszcze 10 lat wcześniej trenerzy mieli wyniki, a teraz – nie. Ja natomiast sądzę, że jeszcze nigdy sport nie był tak modny, tyle że to pojęcie znacznie się rozszerzyło.

Krótko po wojnie można było albo zgłosić się do jakiegoś klubu, albo kopać szmaciankę na podwórku, ewentualnie popływać w jeziorze. Moja mama przez pewien czas jako jedyna w klasie miała własny rower. Prawie nie było nawet publicznie dostępnych basenów, a co dopiero mówić o aquaparkach. Gdy człowiek wychodził pobiegać, mógł być pewien docinków menażerii spod monopolowego i drwiących uśmieszków wielu pozostałych przechodniów. Dzisiaj pijak spojrzy co najwyżej z zazdrością. Prawie wszyscy byli szczupli, ale też prawie wszyscy byli mniej lub bardziej cherlawi. (W porównaniu z dzisiejszymi – nawet wyczynowi piłkarze i koszykarze, czy to w Polsce, czy w NBA). Rower górski? Pamiętam reklamę zespołu Opoczna z połowy lat 90., która przedstawiała jego trening: chłopaki jeszcze nie mieli z przodu amortyzatorów, prawdopodobnie przez oszczędność. Dzisiaj tej samej klasy osprzęt można kupić co najmniej kilka razy taniej. W Łodzi parę lat temu powstał nawet specjalistyczny sklep dla miłośników ostrzejszej jazdy.

Mamy wysyp ścian wspinaczkowych, baseny i siłownie na każdym osiedlu, dzikie zespoły hopek do skakania na rowerze, skateparki, freeride’owe trasy na każdej większej górce, coraz więcej stoków narciarskich, w tym sztuczne w miastach, nad Bałtykiem szkoły windsurfingu i kitesurfingu, biegaczy w parkach jak mrówków, Decathlony, Go Sporty i tym podobne na każdym rogu, Alpy i Dolomity na wyciągnięcie ręki. Do tego mnóstwo innych opcji spędzania aktywnie wolnego czasu: mamy szkoły nurkowania, komercyjne strefy spadochronowe, paintball tradycyjny i laserowy itd.

Ktoś kilka lat temu napisał o Stanach Zjednoczonych, że najbardziej rzuca się tam w oczy nie otyłość społeczeństwa, ale kontrast między częścią wysportowaną a niewysportowaną. Rekordowej otyłości towarzyszy najsilniejszy na świecie kult ciała.

Po prostu możliwości jest znacznie więcej, a indywidualizm jest coraz bardziej w cenie, więc nastąpił naturalny odpływ z dyscyplin zespołowych do pozostałych. Owszem, otyłość wśród dzieci i młodzieży jest problemem i kiedyś wszyscy ruszali się, statystycznie rzecz biorąc, więcej, ale też nie było takiej mody na sprawność fizyczną.

Nawet jeśli cały zorganizowany sport upadnie, nie musi to wcale świadczyć o niechęci społeczeństwa do sportu.

WYBRANE WPISY